°C

Pasja

Felieton polityczny
 

Oglądałem „Pasję” wg Mela Gibsona. To kolejna wersja opowieści o Męce Pańskiej, a Mel Gibson jest kolejnym artystą, który wybrał taką formę wyznania wiary. Tak bezczelnie jawną i jednoznaczną. Bez teologicznej, czy politycznej ściemy. Żarliwą, aż do bólu. Holywoodzki sanhedryn, odpłacił mu za to, a filmowa kreacja wyszła z ram filmu i zatoczyła koło w realnym życiu Gibsona.

Dzieła, których tematem jest Pasja, w oczywisty sposób są wyznaniem wiary i bardzo indywidualną, choć publiczną modlitwą. Artysta świadczący wiarę w tak ostentacyjny sposób, w świecie, w którym trendy jest publiczne eksponowanie swoich seksualnych preferencji, a im bardziej zboczonych tym głośniej, w oczywisty sposób wznosi barykadę ze środowiskiem. A to wymaga odwagi. Odwagi, której większości z nas brakuje. Bo przyznawanie się artysty do wiary w Boga, szczególnie katolickiej odmiany, grozi wieloma negatywnymi konsekwencjami.

Wśród durniów ateistów panuje pogląd, że religia to opium dla ludu. Trick przydatny w społecznej inżynierii. Jak kółko w nosie byka rozpłodowego. Jednak poza katolicką żadna inna konfesja nie stworzyła tylu arcydzieł korzystających z Ewangelii jako inspiracji. Spuścizna kulturowa „Dobrej nowiny” nie ma w dziejach ludzkości sobie równej. Żadna inna opowieść nie była aż tak dla artystów inspirująca. Można wręcz powiedzieć, że bez Boga, każda twórczość jest błaha. Jest jak mleko UHT, kulturą jedynie z nazwy. Kultura wsparta wódką, kokainą, marihuaną, seksem, jak to się współcześnie praktykuje jest być może ciekawa i interesująca. Ale nic ponadto. Co najwyżej destrukcyjna w skutkach.

Jest też w Pasji, tej zapisanej w Ewangeliach, nieprzemijający geniusz literacki. To ponadczasowa opowieść o walce dobra ze złem. Chrystus, niech nie zabrzmi w tym herezja, jest archetypem wszystkich super herosów. Supermenów, kapitanów Ameryka, Spidermenów. Postaci, w istocie będących dziesiątą wodą po kisielu swojego duchowego pierwowzoru. Marną kopią. Idolami udającymi, że dobro nie ma źródła w Bogu.

Piłat, Longinus, rzymscy oprawcy, Kajfasz, faryzeusz, Barabasz, Szymon Cyrenejczyk, Maria Magdalena, zapierający się Jezusa Piotr apostoł, niemy i pokorny Jan, Matka Boża, Judasz, Weronika… długa lista archetypów, którzy całym legionem weszli do światowej kultury, często w blasku arcydzieł. Czasem istnieją pod własnymi imionami, w formie czytelnej względem pierwowzoru, w większości jednak ukryci.

I tak w każdym zdrajcy żyje Judasz, a każdym cyniku, umywającym ręce, Piłat. I nie ma matki na świecie, w której ludzie przyzwoici nie wiedzieliby Matki Boskiej. A każdy oprawca, czerpiący radość z bezmyślnego okrucieństwa wobec innych, ma w sobie bardzo wiele z żołdaka biczującego Chrystusa. Siła Ewangelii jest tak wielka, że bohaterowie w niej opisani, przeniknęli do całej naszej europejskiej kultury i nic, i nikt nie jest na tyle mocny, aby ich stamtąd wygumkować.

Siła podświadomego przekazu Ewangelii jest tak silna, że kiedy po „Pasji” Mela Gibsona, ogląda się „Znachora” Jerzego Hoffmana, można w Kosibie doszukać się cienia Jezusa. Czego i Państwu życzę.

 

Więcej felietonów znaleźć można na tej stronie 


REKLAMA


Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj na Facebooku



Polub naszą stronę na Facebooku