°C

Zielona strategia

Felieton Polityczny Krzysztofa Chmielnika
 

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami, była kraina zielonych innowacyjnych technologii. Żyli tu ludzie z dala od dymiących kominów i fabryk zakłócających poobiednie drzemki. Niebo tu było zawsze niebieskie, a obłoki wyłącznie białe. Tak można by zacząć.

Komuś jednak to przeszkadza i obecna władza postanowiła rozpalić ogień pod kotłem lokomotywy postępu i ruszyć w obłokach propagandy sukcesu ku progresywnej przyszłości. Skrybowie z profesorskimi wytycznymi udali się do ludu, aby w rytuale konsultacji społecznych zasięgnąć wiedzy o niezbywalnych jego pragnieniach. To co usłyszeli zgrabnie ujęli w cele, priorytety oraz wyzwania i tak powstało dzieło nazwane Strategia Rozwoju Regionu. Władza zwołała dworzan, którzy jak jeden mąż (nieomal) z zachwytem zaakceptowali wszystkie koncepty zawarte w owym dziele. Wniesiono nieco korekt, ale generalnie odtrąbiono sukces i odpalono race powszechnej szczęśliwości.

I wszystko by było dobrze i wróciłoby do normy, a dwór mógłby zapaść na powrót w zwyczajowy błogostan, kiedy nieoczekiwanie, tak sama z siebie, Jejmość Marszałek zapowiedziała, że strategia na półce odłogiem leżeć nie będzie, a ona dołoży wszelkich starań, aby to co napisano ziściło się co do joty. Blady strach padł na dwór, bo nie daj Boże, jeszcze trzeba będzie się tłumaczyć z realizacji. Bo choć strategia nie zawiera żadnych konkretów i nie sposób znaleźć w niej jakichkolwiek liczb, z których trzeba by było się kajać, to wiadomo, że jak chce się komuś przyłożyć, stosowna decha się znajdzie.

Co prawda pełnomocnik opcji pruskiej na region zapowiedział, że z powodu spalarni śmieci w stołecznym mieście na północy, prześwietli strategię pod kątem jej zgodności z Konstytucją, ale to była ledwie kropla oliwy na wzburzone bałwany. I choć zapewnia publicznie, że na dworze spokój i nikt nikomu nie zamierza pluć do zupy ani sikać do butów, to po korytarzach i komnatach leżących z dala od sali tronowej, niesie się niepokojący szmerek, któremu towarzyszy ledwo wyczuwalny, ale drażniący smrodek. Jedni sojusznicy opcji pruskiej gromko zapewniają o dozgonnej wierności, ale drudzy jakoś znacząco milczą, ociągając się z deklaracjami, że nie opuścimy was aż do śmierci. Na podgrodziu huczy od plotek i spekulacji.

Niepokój związany realizowaniem ambitnej (a jakże) strategii, czyli groźba rozwoju gospodarczego, las wiatraków zamieniających wiatr na prąd, innowacje niczym gradobicie, szkoły na wysokim poziomie, politycy bez synekur w szpitalach, zawisł nad sielskim lubuskim krajobrazem, niczym iperyt nad belgijskimi okopami. Nie dosyć, że młodzi uciekają, to jeszcze dołączyć do nich mogą zdesperowani emeryci. Jednym słowem zgroza.

I tu chcę słuchaczy uspokoić. Nic nam nie grozi. Zapytacie skąd to wiem. A no wiem od samego pełnomocnika opcji pruskiej na region, który powiedział w wywiadzie dla dworskiego internetowego kanału informacyjnego, że strategii nie da się zrealizować bez woli partnerów społecznych, czyli biznesu i nauki. A z tego co wiadomo, owi partnerzy mają poważne sprawy na głowach. Muszą zarabiać i płacić podatki. Robić kariery, wychowywać dzieci, a z naukowej gliny wypalać dzbany doktoratów. Nie w głowie im więc głupoty.

Zatem lubuski ludu miast i wsi. Zapewniam was, że mimo zapewnień płynących z dworu, będzie jak dawniej. Nie ma obaw. Nadal będzie sielsko i zielono, jak na krainę zielonych technologii przystało.

 

Więcej felietonów znaleźć można na tej stronie 

 


REKLAMA


Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj na Facebooku



Polub naszą stronę na Facebooku