°C

Zero procent

Felieton polityczny
 

Jeżeli komuś wydaje się, że gadanie o ograniczeniu emisji ma cokolwiek poza propagandowym aspektem, wspólnego z klimatem, to jest po prostu idiotą. Ten stan umysłu można zmienić. Douczając się. To zwyczajowo najprostszy sposób.

Aby zatem nie być idiotą, zainteresowałem się ilością dwutlenku węgla wytwarzanego przez transport samolotowy. I okazało się, że w 2016 transport lotniczy emitował 1,9% tego gazu, w 2017 3,8%, a w 2018 2,4%. Początkowo zdumiała mnie ta rozbieżność. Powyższe dane podawały rozmaite poważne instytucje. Tak przynajmniej mi się zdawało. W końcu trafiłem na taki fragment:

„Przemysł samochodowy życzliwie zauważa, że jeden Boeing 747 w ciągu 24h emituje tyle CO2 ile 250 aut przez rok. A jeśli doliczyć do tego budowę i utrzymanie samolotu oraz infrastruktury a także wpływ będącego gazem cieplarnianym a wyzwalanego przez lecący samolot na dużej wysokości tlenku azotu, to wychodzi, że sumarycznie pasażer owego Boeinga odpowiada za emisję 5-8 ton dwutlenku węgla. Z samego jednego przelotu do Australii w tę i z powrotem”

Do tego doszła dosyć oczywista konstatacja, że większość przelotów odbywa się na dystansie ok 500 km, podczas których samoloty latają na niższych wysokościach, a udział emisji związanej ze startem jest większy. Tym samym trzeba każdego pasażera obciążyć dwu-trzykrotnie wyższą masą dwutlenku węgla. Jednocześnie warto zauważyć, że znaczna część przelotów pasażerskich to wyjazdy związane z wakacjami, a nie życiowymi potrzebami ludzi.

Mam wszelkie podejrzenia zatem, aby przypuszczać, że ktoś robi nas w kolokwialnego konia. I że wcale nie chodzi o naprawę klimatu, ale o wojnę sektorów gospodarki. Brutalne lobbowanie za „swoimi”. W tym kontekście wojnę z silnikami spalinowymi samochodów należy uznać za element wojny handlowej, a nie walki o klimat.

Wchodząc jednak na pole bitwy o klimat, trzeba przyjąć, że UE jak instytucja skrajnie lewacka, doskonale wie, że jej członkowie generują jedynie 9% światowej emisji CO2. Nie wiadomo jednak ile z pozostałych 91% powstających poza UE, pochodzi z przeniesienia produkcji poza UE. To istotne, bo może jak uda się całą gospodarkę i energetykę przenieść poza obszar UE, to udział tej strefy w „produkcji” dwutlenku węgla spadnie do „0”. Komisarze ogłoszą sukces. Obwieszczą uratowanie klimatu, mimo że globalna produkcja dwutlenku węgla radośnie poszybuje w kosmos, jako, że w Indiach, USA, Chinach, ograniczenia emisji obowiązywać nie będą.

Czytelnikom pozostawiam pytanie z czego żyć będą Europejczycy, kiedy wszelka działalność gospodarcza, łącznie z rolnictwem i budownictwem, zostanie w Europie zlikwidowana. Na prywatny mój użytek przewiduję, że wszyscy będziemy świetnie zarabiać w sektorze bankowym, poruszać się będziemy elektrycznymi hulajnogami, latać na wakacje elektrycznymi samolotami. Dzieciaki będą na ustawicznych wakacjach, bo ekolodzy wyliczą, że szkolnictwo też wytwarza CO2, a naukę uznają z zbędą, jako że większość żywotnych spraw załatwiać za nas będzie sztuczna inteligencja produkcji „Made in China”.

 

Więcej felietonów znaleźć można na tej stronie 


REKLAMA


Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj na Facebooku



Polub naszą stronę na Facebooku