°C

Wyzwoliciele

Felieton polityczny
 

Gadanie o wyzwolicielskiej roli Armii Czerwonej ma swoje logiczne uzasadnienie. I nie chodzi o używanie słowa „wyzwolenie” w kontekście działalności Krasnej Armii, w sposób podobny jak Aleksander Kwaśniewski używał słowa „ukończyłem” w kontekście swoich studiów wyższych. Chodzi mi raczej o chwalącego Sowietów w kontekście adresatów tego skandalicznego przekazu. A jest ich chyba w Polsce więcej niż by się wydawać mogło.

Z lektury historii lubuskich struktur bezpieki w latach 50 można oszacować, że jakieś 10% tak zwanego suwerena to potomkowie w linii nieomal prostej wyzwolicieli i ich gorliwych naśladowców. Wystarczy nieco pogrzebać w historii, aby wiedzieć, że protoplaści komunistycznych elit to wyrwani z białoruskich i ukraińskich, niegdyś polskich kresów, zwyczajni bandyci i renegaci, często analfabeci, ale zasłużeni mordowaniem polskich sąsiadów. Ledwie mówiący po polsku, bez wykształcenia, szybko awansowani, aby zastąpić sowietów w wyzwolicielskich szeregach. Szkoleni na chybcika na sędziów, oficerów wojska i milicji. Umieszczani w zakładach pracy na stanowiskach nie obciążających pracą, ale mających dostęp do wiedzy o pracownikach, by na nich donosić. To wszystko wiadomo.

„Wyzwoliciele” i ich następcy mieli dzieci. Tym zapewniono już wykształcenie, a nawet pozwolono wstąpić na uniwersytety. Ale nie na jakieś trudne kierunki, ale filologie, socjologie czy historię. Ba pozwolono im nawet na organizowanie grup dyskutujących o tym jak przylepić komunizmowi jakąś ludzka maskę. Ojcowie pilnowali, aby nie stała się im krzywda. No i tak rosły szeregi tej części suwerena dla którego sowieci byli nie tylko wyzwolicielami, ale i nosicielami idei humanistycznej jasności, tak przecież niezbędnej ludziom żyjącym mentalnie w Średniowieczu.

Nic zatem dziwnego, że filosowietów mamy w Polsce w rozmaitych dziedzinach ze 20% i najczęściej są na tyle wykształceni, aby bezczelnie nazywać się elitą. Żyją w dużych miastach, gdzie bliżej do koryta. To dosyć spory kawałek suwerena, po którego warto się nachylić. W czasach kiedy bycie komunistą, którzy uwielbiają nazywanie siebie socjaldemokratami, było obciachowe, owi suwereni pochowali się pod skrzydłami Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny. Zażerali się u Sowy ośmiorniczkami i popijali winkiem po 2000 flaszka. Piastowali synekury za dobrą kasę, czasem sobie kradli, zgodnie z zapisanym w genach odruchem, pewni bezkarności.

Kiedy jednak postkomusze trupy reanimowano i wysłano do mającej sentyment do komunizmu Europy, geny przodków suwerena otrzymały pożywkę sukcesu. Suwereni, potomkowie wyzwolicieli, którzy przyjechali tu z azjatyckiej dziczy na ruskich tankach, teraz już nobilitowani na europejską elitę poczuli się u siebie. Zwołują się głośno bojowymi okrzykami, i znowu jak ojcowie i dziadowie zwierają szeregi, aby wyruszyć na antypolska krucjatę, aby walczyć z katolicyzmem, patriotyzmem i tym całym polskim, tak nieeuropejskim, Średniowieczem.

Towarzysz Włodzimierz ma zatem interes, ale także obowiązek, aby gromadzić wokół siebie potomków i fanów dawnych okupantów. Plan wyzwalania Polski od Polaków wieczne żywy.

Życie człowieka w kontekście tego zaplanowanego ogłupiania przebiega w trzech etapach. Pierwszy to dzieciństwo, w którym rozumienie świata przebiega w sposób naturalny i generalnie dobrze rokuje na przyszłość. Pójście do szkoły, czyli etap drugi, jest początkiem umysłowej terapii, mającej na celu usunięcie z głów wszelkich przejawów indywidualizmu i naturalnej logiki na rzecz zbioru mniej lub bardziej potrzebnych rządzącym instrukcji działania. Dowodem jest powszechny brak możliwości edukowania dziatwy poza oficjalnym programami indoktrynacyjnymi zwanymi dla niepoznaki szkolnymi. Po ukończeniu edukacji wreszcie wyzwolony od szkolnego przymusu człowiek ma szansę na dojście do rozumu, ale tu włączają się media, sączące jaskrawe już idiotyzmy do głów odbiorców. Zgodnie ze swoją ideologiczną misją.

Niektórym jednak włączają się szare komórki, które zdołały przetrwać tak proces szkolnego glajszachu intelektualnego, jak i trutkę medialną. Fakt, że to przypadki rzadkie, nie zniechęca mnie do kontynuacji mojego wywodu, służącego jako wprowadzenie do kilku refleksji na temat samorządności lokalnej, która zapewne z powyższych powodów, jest traktowana jako rodzaj cudu pookragłostołowego.

A wystarczy sięgnąć do pierwszego z brzegu podręcznika historii, zaczynając od podręcznika dla pięcioklasistów. W każdym z nich uczą dzieci, że władcy nakładali na wsie i miasta podatki. I nie ma tam nic o tym, aby były jakieś subwencje lub dotacje rządowe. Generalnie w tych czytankach historycznych dla dziatwy stoi jak wół, że władza ściągała podatki dosyć bezwzględnie, nie licząc się z tym, czy wieś lub miasto było stać. A mimo to, i wie o tym każdy kto był w Krakowie, Gdańsku, Toruniu, że kościoły, ratusze, mury obronne, mosty, ulice, szkoły budowane i utrzymywane były z miejskiej kasy. Ba, uczą tego w starszych klasach, że miasta się buntowały wobec władzy, która nadto pazerna była na ich dochody. W książkach do historii piszą także, że niektóre miasta potrafiły narzucać swoją wolę władcom. Bo były tak bogate.

Mimo tej oczywistej wiedzy, większość z nas kupuje smętne bajeczki o doskonałości koncepcji samorządu lokalnego. I bez zmrużenia oka przyjmujemy do wiadomości, że państwo musi ten doskonały byt dotować. I bez oporu akceptujemy to, że władze jednostek samorządu terytorialnego nie mają najmniejszej ochoty do zastanawiania się nad tym jak poprawiać kondycję gospodarczą miast i gmin, że stać je tylko na manifesty do rządu o finansowe wsparcie.

Ja nie chcę krytykować samorządowej władzy, ja także nie chcę krytykować rządu. Krytykuję jedynie stan umysłu suwerena. Tę zbiorową głupotę, będącą efektem celowego intelektualnego mulenia edukacją powszechną. Stan umysłu prowadzący do swoistego podziału na rząd, któremu przypisujemy obowiązek rozwoju gospodarczego i finansowania samorządów i na samorząd, któremu dajemy prawo na swawolne dysponowanie komunalnym mieniem, olewanie gospodarki i zaspokajanie naszych socjalnych zachcianek bezsensownymi inwestycjami.

Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj przez Facebooka

Polub naszą stronę na Facebooku