°C

Suweren i Schopenhauer

Felieton polityczny
 

Narasta we mnie przekonanie, że po wybiciu kłów (nomen omen) przez suwerena Donaldowi Tuskowi, usilne próby powrotu tegoż do polityki krajowej z europejskiej synekury, są niczym cerowanie wysłużonej onucy z nadzieją na szybszy marsz ku zwycięstwu.

 

Kolejne wschody Słońca Peru nad widnokręgiem polskiej polityki, kojarzą się z polarnym latem, kiedy centrum naszego układu zjawia się w kolejnej odsłonie coraz bliżej horyzontu. I nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że licznik politycznego znaczenia nieuchronnie tyka ku zeru, a każda kolejna aktywność polityczna pupilka Angeli Merkel, skutkuje stopniowym pogrążaniem się w bagnie śmieszności. W tymch jałowym usiłowaniu bycia w polityce kimś, rysuje się przyszłość Donalda Tuska, podobnie śmieszna jak Lecha Wałęsy, który nie może odnaleźć miejsca, w którym przeskoczył płot wokół stoczni, aby obalać komunę.

Wykład jaki wygłosił Donald Tusk w Białymstoku w przytomności młodzieży akademickiej, skrzył się sztuczkami erystycznymi wziętymi z Schopenhauera i miał w zamyśle obalić pisowski rząd, siłą swojego geniuszu. Młodzież akademicka, która jak wiadomo jest na intelektualnym dorobku, a dumnie wyglądające certyfikaty umiejętności rozumienia świata dostała na kredyt, jest idealnym płotem, przez który intelektualny blichtr Tuska, skacze. Bo czego jak czego, ale umiejętności uwodzenia publiki pustosłowiem byłemu premierowi nie zbywa. Trzeba bez złośliwości stwierdzić, że sztukę aktorstwa w udawaniu mocy intelektualnej Donald Tusk posiadł jak diamenty z Jablonexu. Dobór słów, gestykulacja, mimika zdradzają znakomitych mentorów i bezsprzecznie wybitny talent.

W arsenale prestidigitatorskich umiejętności argumentacyjnych Tuska, znalazł się a jakże, dosyć prosty trick polegający na tym, że z fałszywych założeń wywodzi się listę jedynie słusznych prawd. Zgodnie z tym trickiem Donald Tusk wygłosił pochwałę demokracji liberalnej, dzięki której państwa silne, czyli ma się rozumieć Niemcy, postanowiły zrezygnować z zysków, w imię braterstwa z biednymi narodami środkowej Europy i zatroszczyć się o ich zysk, czyli ma się rozumieć o zysk Polski. Założenie to zostało okraszone przez mówcę jakże pięknymi słowami o równości, braterstwie i solidarności. Europejskiej rzecz jasna.

Na tak uzbrojonym i wylanym fundamencie Donald Tusk zbudował strzelistą, niczym Pałac Kultury, tezę, że opieranie się temu braterstwu nie dosyć, że jest niewdzięcznością, to jest także szkodzeniem sobie, oraz burzeniem szans na świetlaną przyszłość całej Europy. Przy tej okazji dostało się Donaldowi Trumpowi, za to, że nie podziela entuzjazmu do niemieckich czułości jakimi nasz zachodni sąsiad darzy słabsze gospodarczo europejskie nacje. Zaś gospodarcze i polityczne wstawanie Polski z kolan, Donald Tusk nazwał marszem lunatyków.

Sęk jednak w tym, że suweren, czyli folwarczne parobki, nie bardzo podziela zachwyt nad niemiecką solidarnością, szczególnie w kontekście wojennych grabieży i nie nazbyt wierzy w liberalną demokrację, która suwerenowi kojarzy się raczej z ruiną gospodarczą, pracą za 5 zł na godzinę do 70 roku życia, złodziejskimi aferami i bezkarnością polityków.

Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj przez Facebooka

Polub naszą stronę na Facebooku