°C

Polub Radio Zachód także na Facebooku!

Subwencje

Felieton polityczny
 

Ogłupiające skutki edukacji i szkodliwego na umysł wpływu mediów widać na każdym nieomal kroku.

Życie człowieka w kontekście tego zaplanowanego ogłupiania przebiega w trzech etapach. Pierwszy to dzieciństwo, w którym rozumienie świata przebiega w sposób naturalny i generalnie dobrze rokuje na przyszłość. Pójście do szkoły, czyli etap drugi, jest początkiem umysłowej terapii, mającej na celu usunięcie z głów wszelkich przejawów indywidualizmu i naturalnej logiki na rzecz zbioru mniej lub bardziej potrzebnych rządzącym instrukcji działania. Dowodem jest powszechny brak możliwości edukowania dziatwy poza oficjalnym programami indoktrynacyjnymi zwanymi dla niepoznaki szkolnymi. Po ukończeniu edukacji wreszcie wyzwolony od szkolnego przymusu człowiek ma szansę na dojście do rozumu, ale tu włączają się media, sączące jaskrawe już idiotyzmy do głów odbiorców. Zgodnie ze swoją ideologiczną misją.

Niektórym jednak włączają się szare komórki, które zdołały przetrwać tak proces szkolnego glajszachu intelektualnego, jak i trutkę medialną. Fakt, że to przypadki rzadkie, nie zniechęca mnie do kontynuacji mojego wywodu, służącego jako wprowadzenie do kilku refleksji na temat samorządności lokalnej, która zapewne z powyższych powodów, jest traktowana jako rodzaj cudu pookragłostołowego.

A wystarczy sięgnąć do pierwszego z brzegu podręcznika historii, zaczynając od podręcznika dla pięcioklasistów. W każdym z nich uczą dzieci, że władcy nakładali na wsie i miasta podatki. I nie ma tam nic o tym, aby były jakieś subwencje lub dotacje rządowe. Generalnie w tych czytankach historycznych dla dziatwy stoi jak wół, że władza ściągała podatki dosyć bezwzględnie, nie licząc się z tym, czy wieś lub miasto było stać. A mimo to, i wie o tym każdy kto był w Krakowie, Gdańsku, Toruniu, że kościoły, ratusze, mury obronne, mosty, ulice, szkoły budowane i utrzymywane były z miejskiej kasy. Ba, uczą tego w starszych klasach, że miasta się buntowały wobec władzy, która nadto pazerna była na ich dochody. W książkach do historii piszą także, że niektóre miasta potrafiły narzucać swoją wolę władcom. Bo były tak bogate.

Mimo tej oczywistej wiedzy, większość z nas kupuje smętne bajeczki o doskonałości koncepcji samorządu lokalnego. I bez zmrużenia oka przyjmujemy do wiadomości, że państwo musi ten doskonały byt dotować. I bez oporu akceptujemy to, że władze jednostek samorządu terytorialnego nie mają najmniejszej ochoty do zastanawiania się nad tym jak poprawiać kondycję gospodarczą miast i gmin, że stać je tylko na manifesty do rządu o finansowe wsparcie.

Ja nie chcę krytykować samorządowej władzy, ja także nie chcę krytykować rządu. Krytykuję jedynie stan umysłu suwerena. Tę zbiorową głupotę, będącą efektem celowego intelektualnego mulenia edukacją powszechną. Stan umysłu prowadzący do swoistego podziału na rząd, któremu przypisujemy obowiązek rozwoju gospodarczego i finansowania samorządów i na samorząd, któremu dajemy prawo na swawolne dysponowanie komunalnym mieniem, olewanie gospodarki i zaspokajanie naszych socjalnych zachcianek bezsensownymi inwestycjami.

Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj przez Facebooka