°C

Powódź

Felieton Polityczny Krzysztofa Chmielnika
 

Powódź w Niemczech, jak każdy przejaw działania natury, wywołuje refleksje. Wśród nich mogą być wszak refleksje, no bo kto mi zabroni, natury inżynierskiej. Refleksje tego rodzaju prowokują do pytania o stan umysłów polityków. Niemiecki polityków. Pytam bo istnieje w narodzie takie przekonanie, że niemieccy politycy są mądrzejsi od polskich. Ale to co oni tam wyprawiają moim zdaniem przeczy temu. Są równie głupi, a nawet deko głupsi.

No bo zważcie Państwo. Mamy epokę informatyzacji w pełni rozkwitu i nic, ale to nic, nie stoi na przeszkodzie, aby zrobiwszy cyfrową mapę dorzecza największych niemieckich rzek, wykonać, w komputerze rzecz jasna, symulację opadów, od drobnych do katastrofalnych i wyznaczyć obszary najbardziej zagrożone, a na koniec zaprojektować sposoby takiego zarządzania przestrzenią, aby skutki powodzi minimalizować. Rząd na tej podstawie opracowałby mapę, a następnie ją upowszechnił, aby prosty Niemiec, wiedział w którym miejscu i z jakim prawdopodobieństwem może być powódź. To by kosztowało znacznie mniej jak opracowanie nowej wersji czołgu Leopard.

Tymczasem ta inaczej inteligentna władza, uprawia mitologię, że klęsk żywiołowych, takich jak opady deszczu, nie da się przewidzieć. Szanowni Państwo niemieckie matolstwo, na komputerze wszystko da się przewidzieć. Od tego one są. Wpisujesz w dowolnym miejscu dowolne opady i masz. Można ując każdy strumyczek, każdą górską kotlinkę, każde bajorko. To kwestia cierpliwości, a nie możliwości.

Tymczasem to ekologiczne matolstwo powiada, że zabronią dizli i benzyniaków, a cały transport będzie na prąd. I nie są uprzejmi dodać, że każdy akumulator traci właściwości wraz z kolejnym ładowaniem. I że każdy akumulator ma limit ładowań. W efekcie za kilka lat będziemy wszyscy mieli problem z bezużytecznymi akumulatorami, który zostanie rozwiązany w tradycyjny sposób, czyli przez wywiezienie do jakiegoś afrykańskiego państwa, za co weźmie kasę, jakiś chciwy tamtejszy kacyk. A wszystko po to, aby ratować Ziemię.

Zanim to jednak Unia Europejska „uratuje planetę”, UE w której wytwarzane jest 7% globalnego antropogenicznego CO2, opodatkuje ona każdą rurę wydechową i każdy komin. Wyznaczone zostaną limity. I tak zostaną wymyślone, że skutki finansowe Niemcy sprytnie rozłożą na tych biednych z Europy Środkowej. W Polsce zlikwiduje się kilka kopalni i kilka elektrowni, aby w Niemczech wykopać kolejna dziurę w ziemi, i postawić kolejną elektrownię. A tymczasem w Chinach i Indiach, emisja CO2 dwukrotnie, albo trzy wzrośnie.

Bo przecież nie chodzi o jakąś tam powódź, o te 200 czy 300 osób przez nią zabitych. Chodzi wyłącznie o kasę i o to kto kogo finansowo prędzej wykończy. Chodzi o ekonomiczny podbój i finansowe uzależnienie. Dlatego nie dajcie się Państwo zwieść obrazkami armagedonu w Palatynacie-Nadrenii. Po nich nastąpi atak na polską gospodarkę, a Donald Tusk jako piąta kolumna tego ataku, już zaczął swoje dzieło destrukcji naszej odporności na unijny ekoterror.

 

Więcej felietonów znaleźć można na tej stronie 


REKLAMA


Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj na Facebooku



Polub naszą stronę na Facebooku