°C

Odciąć samorządy

Felieton Polityczny Krzysztofa Chmielnika
 

Tydzień temu obiecałem wyjaśnić, dlaczego samorządy nie powinny dostać środków z Krajowego Planu Odbudowy. Zatem do dzieła.

Szansą zasadniczą jaka stwarzają środki EPO, to szansa na modernizację gospodarki. Tylko gospodarka ma strukturalny czynnik mnożnikowy. Tylko inwestycje w gospodarkę dają zwrot nakładów. Samorząd z istoty rzeczy służy nie tyle inwestycjom przynoszącym wzrost gospodarczy, co konsumpcji społecznej zysków wypracowanych w gospodarce.

Samorządy mają nadto konstytucyjny zakaz prowadzenia działalności gospodarczej dla zysku. Wieloletnie wydawanie unijnych pieniędzy z europejskich środków przyzwyczaiły samorządowych włodarzy do chwalenia się wydatkami, a nie korzyściami. Samorządy generalnie nie wspierają start-upów, nie otwierają inkubatorów przedsiębiorczości. To, że przygotowują niekiedy teren pod strefy inwestycyjne jest działaniem progospodarczym tak samo, jak organizowanie transportu miejskiego i wywozu odpadów. Samorząd jest tu raczej obserwatorem, jak kreatorem.

Nie da się ukryć, że zgłębiając historię Średniowiecza można, choć wielu tego nie potrafi, doczytać się o tym, że miasta kumulowały gospodarczy zysk. Były centrami generowania zysku. Ba były ośrodkami władzy wielokroć silniejszymi od władzy królewskiej. Ich niezależność reprezentowały tak zwane „wolne miasta”. Z tej tradycji biorą się w Niemczech miasta jako Kraje Związkowe. Mocarstwem była Wenecja, miasto rządzące swego czasu znaczną częścią Europy.

Dzisiejsze miasta nie radzą sobie z wieloma prostymi problemami. Z dostawą wody, odbiorem odpadów, czego objawem jest gigantyczny wzrost kosztów w ciągu dziesięciolecia. Budowanie, dróg, skwerków, ścieżek rowerowych czym głównie w sferze inwestycji zajmują się samorządy, jako żywo, marnie przekłada się na gospodarczy rozwój i trudno to nazwać modernizacją poprzez innowacje. Nie przeskoczymy Europy budując fontanny i amfiteatry.

Do ograniczeń oczywistych w sferze inwestycji prorozwojowych, trzeba dodać wiele działań samorządowych szkodliwych dla gospodarki lokalnej, która jest częścią krajowej. Do klasyki gatunku należą supermarkety wszelkiej maści niszczące lokalny handel i lokalną wytwórczość. Władza samorządowa jest kompletnie głucha na obiektywną rzeczywistość, czyli na to, że każdy supermarket spożywczy eliminuje z rynku małe rodzinne sklepy, jednocześnie transferując zyski poza społeczność która go żywi.

Objawem tej patologii w myśleniu ekonomicznym, jest radość, że w mieście wreszcie będzie wytęskniony fast-food, że otwarto kolejny zagraniczny dyskont spożywczy, w którym z racji niskich wynagrodzeń znajdują zatrudnienie Ukraińcy, którzy znaczną część zarobków, wywożą do Ukrainy. Kuriozalne jest poczucie sukcesu burmistrza, na terenie którego otwiera się firma dystrybucyjna mająca opinię obozu pracy i szczycąca się tym, że nigdzie na świecie nie płaci podatków od zysku.

Słowem, jeśli chcemy przyspieszonego rozwoju Polski, to powinnyśmy jak najmniej pieniędzy z EPO przeznaczyć na konsumpcję, a dać jak najwięcej dużym, najlepiej państwowym, koncernom, zdolnym za te pieniądze dokonać skoku modernizacyjnego.

I temu poświęcę kolejny felieton.

 

Więcej felietonów znaleźć można na tej stronie 


REKLAMA


Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj na Facebooku



Polub naszą stronę na Facebooku