°C

Metaforyczny

Felieton Polityczny Krzysztofa Chmielnika
 

Teoria rewolucji ma gigantyczną literaturę, bo opiera się na niezmiennych od 3000 lat zasadach. Dlatego nic co dzieje się z tęczową rewolucją nie jest ani zaskoczeniem, ani jakąś nowinką społeczną. Toczy się ona jak przydługi pociąg towarowy, sapiący i gwiżdżący tradycyjną melodię, z dala ostrzegając furmanki, które utknęły na przejazdach kolejowych. I każdy co bystrzejszy konsument socjologicznych machinacji powinien orientować się w nadchodzących ekscesach.

Atak na tożsamość, tę indywidualną jak i zbiorową, należy do elementarnych taktyk rewolucji. Korzystanie z młodych i durnych aktywistów, także ma ugruntowana tradycję. Wsparcie ze strony wystruganych z umysłowego badziewia autorytetów, także należy do kanonu. Także i to, że ktoś pcha w to kasę, też należy do tradycji. A sekwencja: marzenie, idea, strategia, realizacja, jak rytm pękniętego koła pchanej taczki, dotyczy każdej rewolucji. Nudny historyczny refren. Suchar.

Tęczową rewolucja pełznie tą samą koleiną. Ta, zupełnie bez zbędnej ściemy, zaczęła się od marzenia o szczęściu w niekończących się doznaniach erotycznych. Tą najprymitywniejszą drogę do chwilowego szczęścia, dostępną każdemu bydlęciu, grupa cwaniaków ogłosiła ideą na szczęśliwość mas, które, uwiedzione ideą odkrycia szczęścia w rozporku, dadzą się ku tej świetlanej przyszłości poprowadzić przez lepiej uświadomionych , jak stado baranów. Ci lepiej uświadomieni biorą kasę od wzmiankowanych cwaniaczków i za nią robią masom wodę z mózgu. Aby masy w to uwierzyły, trzeba je do tego rzecz jasna przygotować, a najprostszą metodą jest konsekwentne i stopniowe ogłupianie. Bez masowej głupoty, żadna rewolucja nie ma szans. Bazuje bowiem ona na masie krytycznej niedorozwoju intelektualnego społeczeństwa, które zredukowane do zaspokajania biologicznych, ale rozdętych ponad sensowną miarę, popędów, nie orientuje się, że napędza czyjś biznes. Bo w każdej rewolucji zawsze, chodzi o kasę i każda zaczyna się od wolności seksualnej. Sprawdźcie, jak nie wierzycie. Ludziom jak zawsze wmawia się, że o ich szczęście i ich wolność. Ale jak wiadomo kasa nie bierze się z niczego, zatem trzeba tych uwiedzionych wizją szczęścia i wolności ludzi chwycić za pysk i zagonić do roboty. Zaraz jak tylko wygra rewolucja. To są doprawdy banały.

Homorewolucja mimo wzorcowej społecznej inżynierii, perfekcyjnego przygotowania medialnego i edukacyjnego wyjałowienia, czyli usankcjonowanego przez państwo nieuctwa, a także dzięki sprowadzeniu studiów wyższych do poziomu intelektualnego dadaizmu, z dyplomami rozdawanymi jak gratisy w supermarketach, nie powiedzie się z prostej przyczyny. Nie ma w Polsce mocy, aby jakikolwiek gej, albo jakakolwiek lesbijka, uzyskała status bycia „swoim”. A bez tego nie ma społecznej sprężyny, która by takiego „swojego” zdołała wypchnąć na piedestał wodza. Bo o końcowym sukcesie każdej rewolucji, niezależnie od niezbędnej i na ogół gigantycznej kasy, decyduje charyzmatyczny wódz. Jakiś Luter, Robesspiere, Lenin, Mao, Wałęsa. Jakiś ziomal, ktoś taki jak my.

Bo władza w Polsce choć zaraziła jednych paranoiczną potrzebą posiadania garażu pełnego super fur, to pozwoliła drugich zarazić kompletnie niepraktycznym narodowo zorientowanym katolicyzmem. I mimo że obie te (metaforycznie opisane) frakcje, żrą się między sobą jak wściekłe psy, to dla tęczowych nie ma tu na stałe miejsca. Mogą co najwyżej pomachać sobie tęczowymi flagami i opluć policjantów.

REKLAMA

Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj przez Facebooka

Polub naszą stronę na Facebooku