°C

Lwów

Felieton polityczny
 

Całkiem niedawno miałem wielkie szczęście, a co najważniejsze, przyjemność odwiedzić i zwiedzić Lwów. Lwów to polskie miasto, o którym z rozlicznych przyczyn niewiele wiemy. Jednym z powodów jest poprawność polityczna, która wobec tego magicznego miasta jest zbrodnią intelektualną.

Słusznie bowiem Lwowianie mówią, że wszystko co najlepsze w Polsce pochodzi ze Lwowa i przytaczają na to wiele całkiem sensownych argumentów. Bo warto pamiętać, że w czasach cesarza Franca Jozefa Kraków, przy Lwowie, był zaściankiem tak kulturalnym jak i naukowym. Miasto założył król Kazimierz Wielki i przez lata ściśle związane było z Polską, mimo że zamieszkiwała je mieszanka kilkunastu bodaj nacji, kilku religii, które wspólnie budowały jego bogactwo. I podobnie jak z dzieckiem, na którego twarzy matka lub ojciec wycisnęli swoje geny, tak niesposób, dzisiaj zaprzeczać, że Lwów jest miastem arcypolskim.

Współczesne władze tak miasta jak i państwa ukraińskiego, wcześniej sowieckiego, mają z tym podobieństwem i oczywistymi tradycjami spory kłopot. Bo co prawda można usunąć pomnik Jana Sobieskiego, ale z Mickiewiczem, choć ze Lwowem nie związanym, muszą się pogodzić. Teatr Wielki, dzisiaj duma Lwowa, mimo że tak gęsty od związków z Polską, tak bogaty w polskie konteksty, trudno w nim oficjalnie, bez polskiego przewodnika, ślady polskie odkryć. W kawiarni Atlas znajdującej się w rynku u wyloty ulicy Krakowskiej, w której pijali mocne trunki, zazwyczaj na krechę, koryfeusze polskiej kultury, wiszą kopie genialnych karykatur jej bywalców autorstwa Kazimierza Sichulskiego, ale konia z rzędem temu, kto dowie się od obsługi czyjego są autorstwa.
W kamieniczkach w rynku bywali nie tylko polscy artyści, ale także królowie, osoby o znanych nam z historii wielkich nazwiskach, ale władze miasta nie ujawniają tych informacji na ich fasadach. Na starym mieście, domy mające wszak polską tradycję z braku środków, popadają w ruinę. Większość, nielicznych zresztą prac konserwatorskich finansowana jest przez polski rząd. Ma się więc wrażenie, że obecni gospodarze Lwowa celowo wymazują z przestrzeni społecznej miasta jego polskość.

I może właśnie z tego powodu Lwów jest znakomitym zwierciadłem w jakim powinien przeglądać się nasz polski współczesny narodowy patriotyzm. Bo właśnie tu we Lwowie, najlepiej można zrozumieć, że karykatura patriotyzmu, jaką jest ukraiński nacjonalizm ocierający się o szowinizm, stoi w absolutnej sprzeczności do lwowskiej tradycji kulturowej. Tradycji, która w sposób genialny stopiła w spójną całość tak różne wątki kulturowe i religijne, i która w tak oczywisty sposób jest jednocześnie polska.

To pęknięcie pomiędzy współczesnym Lwowem a jego tradycją, dramatycznie uzmysławia prostą w gruncie rzeczy zasadę, że polskość powstaje ze splecenia się rozmaitych kulturowych, a także religijnych nitek w jeden spójny splot, a nie przez doktrynerskie definiowanie polskości i eliminowanie z niej elementów przez ową doktrynę uznawanych za niepolskie.

Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj przez Facebooka