°C

Kolaboranci

Felieton polityczny

Kolaboracja znaczy współpracę. Jednak w języku polskim słowo to w ramach komunistycznego porządku semantycznego trafiło na półkę z obelgami. Jednocześnie istniejące przecież nadal słowo „współpraca” zachowało charakter obiektywny. Dzięki temu można Polaków szczuć na kolaborantów i rozmiękczać mózgi zaletami współpracujących. Ta semantyczna operacja realizuje bolszewicką w charakterze metodę opisu rzeczywistości w czarno-białym tonie.

Tymczasem lista „kolaborantów” w naszej historii, ale zapewne także i w innych historiach, ma logikę kalejdoskopu. Każdy historyczny etap, potrząsa nią tworząc nowy wzór. Kolaboranci stają na piedestale dla pożytecznych współpracowników, a dawni pożyteczni współpracownicy odsyłani są do chlewika z kolaborantami. Macherami tych zmian są rozmaici oficerowie polityczny, usadowieni w mediach i na uniwersytetach. I nie ma w tych propagandowych obyczajach niczego dziwnego. Wszak zapotrzebowanie na mity istnieje, a każda zmiana władzy owymi mitami rotuje. Przypadek Brygady Świętokrzyskiej jest jednym z setek tego rodzaju przykładów.

Mit Brygady Świętokrzyskiej nie istnieje bez mitu Armii Ludowej i mitu wyzwalania Polski przez Sowietów. Jak wiadomo w mitach nie chodzi o prawdę, a jedynie o społeczną inżynierię. Jest w tym jednak jedno ale. Tym ale są intencje inżynierów od społecznej inżynierii. I nie ma już chyba wątpliwości, że mit o wyzwalaniu Polski przez Armię Czerwoną powstał Moskwie na zlecenia Stalina. Obowiązywał tak długo jak rządziła w Polsce PZPR. Armia Ludowa co oczywiste współpracowała z moskiewskimi komunistami. Ba miała nawet sowieckie dowództwo. A czasem byli w nim jacyś Polacy współpracujący z Sowietami. W większości byli to jednak Sowieci udający Polaków, choć ni w ząb nie mówiący po polsku. W micie o Armii Ludowej Brygada Świętokrzyska odgrywa rolę bandytów. W ideologii sowietyzacji polskiej historii, Armia Ludowa była lśniącym od szlachetności ideałem, a NSZ, a zatem i Brygada Świętokrzyska, ucieleśnionym złem. Równie złym jak hitlerowcy. Role te, a jakże, napisano na Kremlu. Już w Jałcie, kiedy Stalin skutecznie ogłupił umierającego Roosevelta, Armia Krajowa stała się elementem terrorystycznym, któremu trzeba było przypisać jakieś zbrodnie, aby ją fizycznie zniszczyć. NSZ’owi w Moskwie dorobiono nazistowską mordę, aby członków tej organizacji w mordować w świetle jupiterów w imię sprawiedliwości dziejowej i walki z faszyzmem.

Nic zatem dziwnego, że czarny mit Brygady nadal lansują rozproszeni na scenie politycznej po różnych partiach pogrobowcy PZPR’u. I nie chodzi o rozmaitych partyjnych durni, którzy zazwyczaj wyznają poglądy swojego genseka, ale o sowiecką agenturę wpływu ulokowaną na polskich uniwersytetach. Rozmaitych uczonych przeinaczających fakty, zakłamujących dokumenty, a nawet wymyślających anegdoty, którzy plują i obrzucają błotem tych, którzy nie godzili się na sowiecką okupację i zostali w sporej części wymordowani przez ubeckich zbirów udających Polaków.

Stosunek do Brygady Świętokrzyskiej dzieli co oczywiste Polaków. Na tych, którzy służą mitowi napisanemu w Moskwie przez Stalina i tych, którzy ten mit odrzucają.

Przypominamy, że użytkowników serwisu obowiązują zasady współżycia społecznego oraz tzw. NETykiety a także przepisy polskiego prawa. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy. Rozgłośnia może także, na wniosek uprawnionych organów, przekazać dane identyfikacyjne użytkowników, tj. zarejestrowane adresy e-mail, adresy IP.

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające jakiekolwiek linki nie są publikowane.