°C

Jurgieltnicy

Felieton polityczny

Znakomitym rysem jakości politycznej myśli Jarosława Kaczyńskiego, jest trzeźwa ocena sytuacji, ujawniona konstatacją, że Polska nie należy do państw samodzielnych. Stwierdzenie takie wymaga politycznej odwagi, bo miernoty polityczne wolą chwalić się tym jak wiele znaczymy, jako kraj, w Europie i świecie. Miernoty mimo, że same boją się wszelkiej myśli o samodzielności, wysługiwanie się wielkim traktują jako odwzajemnienie rzekomej z nimi przyjaźni.

Jarosław Kaczyński wspomina małą samodzielność Polski w kontekście celów jakie jego ugrupowanie i wyłoniony z niego rząd realizuje. A celem tym jest zwiększenie stopnia samodzielności. To kręta ścieżka. Istny slalom pomiędzy interesami krajów dużych, od których Polska jest uzależniona. Jednoczesną perspektywą tej wizji jest, obok wzrostu samodzielności, zdolność przyciągania krajów niesamodzielnych mających podobne do Polski, ambicje większej niezależności. Stawka jest zatem duża, bo dobry przykład skuteczności tej polityki może wywołać w regionie efekt domina.

Nic zatem dziwnego, że agentury wpływu w Polsce są tak bardzo aktywne. Oczywistością jest, że Platforma Obywatelska, jest pod wpływem agentury niemieckiej. A ponieważ Niemcy mają ścisłą współpracę z Rosją, zatem pośrednio Platforma realizuje cele rosyjskie. PiS sprzeciwiając się dominacji niemieckiej szuka wsparcia ze strony USA, a tym samym także Izraela. To sprawia, że Polska staje się ważnym pionkiem, bo nie graczem, w globalnej rozgrywce amerykańsko-rosyjsko-niemieckiej. To niebezpieczna gra, ale stawką jest większa niezależność od agresywnych sąsiadów.

Ostatnie wybory pokazały, że niemiecka agentura ponosi w Polsce coraz większe straty. Zatem zgodnie z wolą mocodawców wzmaga nacisk na samorządność, wolności obywatelskie, lokalne samostanowienie. Metoda w polityce znana. Pięknie ją przedstawił Henryk Sienkiewicz w Potopie, wkładając w usta renegata Bogusława Radziwiłła, że Polska jest jak postaw sukna, z którego każdy chce wyrwać coś dla siebie, nie bacząc na interes całości.

Metodę tę wykorzystali 100 lat po szwedzkim najeździe Hohenzollernowie, ostatecznie doprowadzając do rozbiorów Polski. To właśnie w tamtych czasach ambasadorowie pruscy i rosyjscy płacili jurgeld lokalnym stronnikom, aby ci przekupywali posłów na lokalnych sejmikach. Tak aby na sejmy do Warszawy jeździli zwolennicy szlacheckiej wolności i wrogowie centralizmu. By za pruskie i rosyjskie pieniądze bronili liberum veto i straszyli, że jak król zwiększy liczebność wojska, upadnie wolność szlachecka.

Nie zdajemy sobie zbytnio sprawy, że liczne fundacje i organizacje pozarządowe, także euroregiony, służą tworzeniu mitu, że samorządność ważniejsza jest od państwowości. Nie dociera do nas to, że wiele grantów naukowych jakie otrzymują polski uczeni, pochodzi od rządów i ośrodków, którym nie w smak silna Polska. Wszystko po to, aby troskę o państwo jako całość nazywać faszyzmem i dyktaturą. Aby nam Polakom obrzydzić państwo i każdego, kto państwa broni. W imię złotej wolności samorządowej. W imię sobiepaństwa samorządowego.

Przypominamy, że użytkowników serwisu obowiązują zasady współżycia społecznego oraz tzw. NETykiety a także przepisy polskiego prawa. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy. Rozgłośnia może także, na wniosek uprawnionych organów, przekazać dane identyfikacyjne użytkowników, tj. zarejestrowane adresy e-mail, adresy IP.

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające jakiekolwiek linki nie są publikowane.