°C

Infantylizm 2.0, czyli ponowoczesna nomenklatura, albo ser Emęski na śniadanie

fot. Pixabay

Notatnik konserwatysty… nowoczesnego 10. 01. 21  

Satysfakcja gorzka jest tym rodzajem dwuznacznego uczucia, które towarzyszy mi od lat w mojej prawie 30. letniej działalności publicystycznej z pewną regularnością i (ex definitione) wcale mnie nie cieszy. Ostatnie wydarzenia również w wymiarze globalnym, co by nie rzec (np. TT), ale i lokalnym w sensie tak ogólnopolskim jak regionalnym przynoszą jednak wysyp takowych, które powinny budzić grozę, a przecież pogłębiają jedynie chaos, który nieuchronnie (?) nas otacza. Rzecz w tym, że większość z tych zjawisk dotyka nas, albo dzięki naszej (wspólnej?) milczącej zgodzie, niechęci do wiedzy i refleksji, a nade wszystko usypiającej atmosferze tzw. pozytywnego myślenia z domieszką szatańskiej zgoła odmiany… amnezji oraz tolerancji i infantylizmu w wersjach 2.0.

Na początek zatem króciutki cytat (dzięki Januszowi Młyńskiemu i FB): „Tolerancja posunięta do zapomnienia o swoich własnych interesach, cierpliwie znosząca to nawet, co jest nam wrogiem i szkodliwem, nie świadczy wcale o wysokim rozwoju poczucia sprawiedliwości, ani o poszanowaniu praw cudzych, ale dowodzi jedynie braku przekonać lub braku charakteru – Jan Ludwik Popławski, Przegląd Wszechpolski 2/1896 r”. Wszak polityczne przekonania o nadrzędności polskiego interesu nad jakąkolwiek globalną ideą czy ideologią nie jest i nie będzie dominowało w słowach i czynach naszych wybrańców (polityków) dopóty nie będzie społecznego konsensusu choćby w tej sprawie. Przypomnę zatem moje ulubione sprzężenie zwrotne, wyborcze. W Polsce np. nie można się skompromitować ostatecznie (oszczędzę Państwu przykładów), bowiem zawsze znajdą się „obrońcy” najbardziej obrzydliwych postaw, ciągle mający na podorędziu „marksistowską dialektykę”, niektórzy jak sądzę „we krwi”. W wypadku wspomnianych polityków ich weryfikacja przy urnach (oszczędzę przykładów i w tym wypadku) okazuje się grą wartą świeczki. I basta! Żadne tam programy czy genialne projekty lub jak kto woli pomysły na rozwój Polski i dobrobyt Polaków, liczy się wszak…rozpoznawalność i wyrazistość, coraz bardziej brutalna i wulgarna!

 O tzw. „mediach społecznościowych”, które są wszak czynnym elementem tej układanki dziś nawet wspominać nie wypada, no może wyjąwszy przypomnienie, że przeciw tej mylącej nazwie protestowałem „od zawsze”. Bo to przecież brutalny i zideologizowany biznesowy quazi monopol.  Sam, zaś używam ich w możliwie ograniczonym zakresie. Tak czy owak, dobrze się stało (sic!), że większość z Państwa pozbyła się złudzeń w sprawie „społecznościowego” ich charakteru, a nasi lokalni faworyci, siejący często zgorszenie, mistrzowie hipokryzji ujawnili swoje skrywane dość nieudolnie pragnienia (Freud?) o… cenzurze.

 A poza tym warto zauważyć, że  niewinny tylko z pozoru, wszechogarniający idiotyzm politycznej poprawności np. w przypadku amerykańskiego „a women” obok „amen” i na siłę (i na złość?) lansowanie feminatywów będących elementem myślenia „totalitarnego” ma już polski odpowiednik w postaci żółtego sera Emęskiego. Smacznego!

Tekst: Andrzej Pierzchała

Fot. Pixabay

                                   

REKLAMA

Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj przez Facebooka

Polub naszą stronę na Facebooku