°C

Kolejka z siodłem w tle

fot.Pixabay
„Jesteś 30 w kolejce”- tak brzmi, pierwszy z wielu, komunikat, kiedy telefonuje się do lekarza rodzinnego w Zielonej Górze. Mniej więcej po godzinie słyszy się: „Jesteś 5 w kolejce”. Po dalszych 30 minutach, słyszy się w telefonie, że: „Jesteś 2 w kolejce”. Po tym komunikacie możesz nieomal na 100% być pewny, że za chwilę ten odliczający kolejne pozycje kolejkowy algorytm zerwie połączenie. Jakby liczba 2 była dla niego liczbą graniczną. Jakimś zaprogramowanym kryterium. Ale po trzech, czterech dniach, zgodnie z jakimś kaprysem innego kryterium, po 1,5 godzinie, w słuchawce odzywa się ludzki głos kogoś żywego. Sukces!
Czas oczekiwania można sobie skrócić oglądaniem telewizji. A w niej serial, „Doktor z alpejskiej wioski”. W nim historyjki ze świata medycznego S-F. Lekarz rodzinny, niejaki Martin Gruber, przyjmuje telefonicznie skargi na zdrowie swoich pacjentów i sofort, czyli natychmiast jedzie do nich z lekarską interwencją. Ja rozumiem fikcję literacką, jaką na chwałę bigfarmy, uprawiają wszystkie telewizje świata, ale pokazywanie w Polsce lekarza odwiedzającego swoich pacjentów w domu, to już gruba (nomen omen) przesada. Tak Polaków oszukiwać nie wolno. To nie etyczne. W naszym doskonałym świecie nie ma przecież możliwości, aby lekarz jeździł własnym środkiem transportu, w tym przypadku 20 letnim mercedesem, do pacjentów o każdej porze dnia i nocy. Przecież uwiedzeni taką propagandową papką, jeszcze nie daj Boże, zażądamy od rządu, aby było u nas tak jak w Austrii.
Trzeba nam zrozumieć, bo to uchroni nas od dysonansu poznawczego, że każdy system i każda struktura, działa według jakiś założeń. Najczęściej ukrytych, za fasadą pustej słownej deklaracji. Ta w austriackim serialu sugeruje, że działa dla dobra pacjentów. Nie wiem jaka jest w Austrii medyczna rzeczywistość, ale w polskich warunkach to skrajnie niebezpieczne złudzenie. Wystarczy wszak zatelefonować do lekarza rodzinnego, aby usłyszeć, że jesteśmy 30 w kolejce. Z tego zaś należy wnioskować, że polski lekarz rodzinny pracuje w jakieś fabryce, na jakiejś taśmie i odwala seryjną usługę i nie ma za bardzo wiele czasu na zajmowanie się naszymi osobistymi dolegliwościami. No bo jeśli w ciągu 2 godzin leczy 30 pacjentów przez telefon, to słowo leczy należy pisać w cudzysłowie.
Jak się tej sytuacji przyjrzeć z uwagą, odrzucając serialową propagandę, to można dojść do odkrywczych wniosków. Otóż służba zdrowia w naszym kraju nie służy ochronie i ratowaniu naszego zdrowia. To struktura, której można natomiast przypisać trzy fundamentalne działania. Pierwsze to wyłudzanie od nas składek i oszczędne nimi szafowanie. Oszczędne w takim rozumieniu, aby na płatników wydać jak najmniej. Drugim działaniem, które wiąże się z tym pierwszym, jest dostarczanie z tych składek środków do życia lekarzom, o których wiadomo, że są biedni i niedojadają. Trzecim powodem istnienia tzw służby zdrowia jest bigfarma, która przecież zainwestowała spore środki na rozwój leków i nie może przecież do nas dokładać. Musi mieć sprawne kanały dystrybucji dla swojej produkcji.
Jak Szanowni Państwo zrozumiecie, że serial o Leśnej Górze to propagandowa ściema, a austriacki standard służby zdrowia to wytwór wyobraźni scenarzystów, znacznie łatwiej i bez stresów będzie się Wam leczyć. No bo kto uwierzy, że na osiodłanej krowie, da się wygrać Wielką Pardubicką.
Tekst: Krzysztof Chmielnik
Foto: Pixabay

REKLAMA

Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj przez Facebooka

Polub naszą stronę na Facebooku