°C

Sprawcy tej zbrodni nie powinni zaznać spokoju

Ocalała z Auschwitz Eva Fahdi-Pusztai. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
 

Często wspominam tę straszną noc i czuję, że moim obowiązkiem jest o niej mówić, aby nigdy nie została zapomniana. Mam nadzieję, że ci, którzy tej zbrodni dokonali, po kres życia słyszeli tamten krzyk – mówiła w piątek była więźniarka Auschwitz Eva Fahidi, świadek zagłady Romów w 1944 r.

W piątek w byłym niemieckim obozie Auschwitz II-Birkenau odbywają się obchody Europejskiego Dnia Pamięci o Holokauście Romów. Przypadają w dniu rocznicy likwidacji obozu cygańskiego w Birkenau. Nocą z 2 na 3 sierpnia 1944 r. Niemcy zgładzili 4,3 tys. żyjących jeszcze Romów i Sinti.

Fahidi jest węgierską Żydówką, która widziała na własne oczy dramatyczne wydarzenia sprzed 75 lat.

„Najmniejsze stworzenie Boga wie, gdy zbliża się śmierć. Ci ludzie wiedzieli, że zostali wypchnięci z baraków do gazu. (…) Krzyczeli, przeklinali, modlili się. Esesmani szczuli na nich psy. Rozpacz była wielka. Dzieci płakały za matkami. One starały się je uspokajać. Wszyscy wiedzieli, że idą do gazu. (…) My, więźniowie, byliśmy sztywni ze strachu”

– opowiadała.

Mówiła, że często wspomina tę straszną noc. Za swój obowiązek uważa mówienie o tych wydarzeniach.

„Życzę wszystkim mordercom, żeby po kres swojego życia nie słyszeli niczego innego, tylko ten krzyk zgładzonych. Aby czuli strach tych ludzi!”

– podkreśliła.

Eva Fahidi urodziła się w 1925 r. w Debreczynie na Węgrzech. Wraz z rodziną została deportowana do Auschwitz 27 czerwca 1944 r. Była świadkiem nieludzkich warunków w jakich żyli Sinti i Romowie w Zigeunerlager, a także ich zagłady w nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 r.

W połowie sierpnia 1944 r. Niemcy zamordowali w komorze gazowej jej matkę i siostrę. W tym samym czasie Eva została skierowana do pracy przymusowej wraz z innymi węgierskimi Żydami w obozie koncentracyjnym Muenchmuehle w Allendorfie. Przeżyła. Dziś mieszka w Budapeszcie.

Podczas uroczystości głos zabrała także inna była więźniarka Auschwitz – Romka Else Baker.

„Zajęło mi dziesiątki lat, by móc znowu mówić o moim losie. Dopiero w latach 90. XX w. znalazłam siłę, by skontaktować się z Centrum Dokumentacji niemieckich Sinti i Romów w Heidelbergu i opowiedzieć swoją historię. Po raz pierwszy mogłam mówić o strasznych doświadczeniach bez załamania. Nawet dziś jest mi trudno powrócić do Auschwitz. Doświadczyłam na sobie, do czego prowadzą antycyganizm, antysemityzm i rasizm”

– mówiła.

„Troje z czworga mojego rodzeństwa i moja biologiczna matka zostali zamordowani przez nazistów. Ja sama przeżyłem Auschwitz dzięki szczęściu i bezinteresownym działaniom innych. Nigdy nie wolno zapomnieć o zamordowanych i ocalałych. Dlatego tu stoję! W czasie, gdy grupy rasistowskie uzyskują wpływy w wielu krajach, nie wolno zapomnieć o zbrodniach. My, ocaleni, musimy bronić praw człowieka i demokracji. Nie możemy być pewni, że zbrodnie nazistów się nie powtórzą”

– dodała.

Else Baker urodziła się w 1935 r. w Hamburgu. Po urodzeniu została adoptowana przez Augustę i Emila Matulatów. Jej biologiczna matka została sklasyfikowana przez nazistów jako „Cyganka”. W marcu 1943 r. została zabrana przez gestapo. Miała zostać przewieziona do Auschwitz, ale jej przybrany ojciec zdołał ją uwolnić. W kwietniu 1944 r. ponownie została zabrana i wysłana do Auschwitz. Spotkała tam czwórkę swoich biologicznych braci i sióstr. Przeżyła w obozie dzięki Romce Wandzie Fischer. 2 sierpnia 1944 r. z jedną z sióstr trafiła do KL Ravensbrueck.

W obchodach w byłym niemieckim obozie Auschwitz II-Birkenau uczestniczy kilkaset osób, m.in. byli więźniowie, przedstawiciele społeczności romskiej z wielu krajów, politycy, dyplomaci i młodzież. Gościem honorowym jest amerykański polityk Jesse Jackson.

⬆ ⬇ Fot. PAP/Jacek Bednarczyk

 

Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj przez Facebooka