°C

Słownik wyrazów zapomnianych i… redefiniowanych.

fot. Pixabay

Notatnik konserwatysty… nowoczesnego 13.07.19

 

Zanim doszliśmy do współczesnych form komunikacji i dyskursu medialnego znaczonego m.in tabloidyzacją, „kulturą idiotów”, dziennikarstwem śmieciowym, pierwszeństwem bon motów, memów i tweetów przed poważnymi analizami i jeszcze całym mnóstwem zjawisk jednoznacznie społecznie negatywnych… były lata 90. ubw. Nota bene zgromadzenie tych wszystkich wymiarów współczesności medialnej choćby w jednym szeregu, robi wrażenie (hm) apokaliptyczne zgoła. Otóż romantyczne dla niektorych (transformacja), ale też dla wielu, a nawet bardzo wielu (bezrobocie,degradacja ekonomiczna etc.) lata 90. to przecież początek dużej ilości z wymienionych wyżej zjawisk.

Pozostawmy na razie pytania o spontaniczność, czy też sterowalność owych kierunków (wciąż polecam lekturę kolejnych „Resortowych dzieci”), niezmiernie istotne przecież, za to skupmy się na języku, czyli nośniku myśli, idei i trendów wszelakich. Oto już na początku lat 90. gościliśmy z moim płockim przyjacielem Andrzejem (teolog i historyk sztuki i radiowiec) w  wydawnictwie, którym zawiadywał pewien Solidarnościowiec właśnie przywrócony na to stanowisko po nieomal 10 latach. W trakcie rozmowy okazało się, że wszyscy niepokoimy się o język, który już wowczas obowiązywał. Dość, że otrzymaliśmy zamowienie (Andrzej i ja) na „ Słownik wyrazów zapomnianych”, którego pierwsze hasło czyli „przyzwoitość” opracowaliśmy wspólnie na następne spotkanie podpisując przytym stosowne papiery.

Porzucając inne ważne zajęcia, wzięliśmy się ostro do roboty, tym bardziej że ówczesna rzeczywistość dostarczala nam na bieżąco przykladów pojęć zapomnianych i omijanych bez liku. Po wielu miesiącach byliśmy nieomal w połowie pracy, kiedy nagle na skutek zmiamy wladzy samorządowej z dnia na dzień pozbyto się Solidarnościowca (bez litości). Jego miejsce zajął młody, zdolny i kreatywny, zięć ważnego polityka. Zaprosił nas do siebie, zaproponował radykalną zmianę tematu na „coś żywszego i  współczesnego”, nasz słownik kwitując prosto „kto to będzie czytał, a kogo to interesuje?”. Nie muszę chyba dodawać, że oburzeni opuściliśmy wydawnictwo, umowy nasze wrzucając do kosza. Dam glowę, że delikwent to przewidział, bowiem umowy nasze były ważne i gwarantowały nam w najgorszym przypadku rekompensaty poniesionych wysiłków, po jednotronnym ich zerwaniu, bez ważych przyczyn.

A opowiedziałem Państwu o tym charakterystycznym dość epizodzie m.in. ze względu na … przyzwoitość, choć dalece nie tylko. „Jeśli nie wiesz jak się zachować, na wszelki wypadek zachowaj sie przyzwoicie”* – mówi zapomniany już zgrabny bon mot. Przez minione 30 lat bowiem nie tylko zgubilismy wiele ważnych pojęć ( i ich desygnatów pospołu), ale też redefiniowaliśmy równie wiele. I nie chodzi mi wyłącznie o słowo „spolegliwy” namiętnie i nieprawidłowo używane na określenie czlowieka uległego, choć spolegliwy to ten na którym można polegać.

Dziś również w politycznej „nawalance” te same ważne pojęcia znaczą rzeczy dokładnie odwrotne, do tego wszak zwolna się przyzwyczajamy. Ostatnio młody profesor politologii  przywołane przeze mnie hasła takie jak „racja stanu” czy „etos służby publicznej” określił jako „dziewiętnastowieczne” (sic!) i mam tylko nadzieję, że nie wartościująco, bo przecież takie „dobro wspólne” jest nawet starożytne.

*copy right by Antoni Słonimski

fot. Pixabay

Przypominamy, że użytkowników serwisu obowiązują zasady współżycia społecznego oraz tzw. NETykiety a także przepisy polskiego prawa. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy. Rozgłośnia może także, na wniosek uprawnionych organów, przekazać dane identyfikacyjne użytkowników, tj. zarejestrowane adresy e-mail, adresy IP.

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające jakiekolwiek linki nie są publikowane.