Felieton polityczny: Wolność

07:45

9 czerwca 2017

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

Władysław Frasyniuk twierdzi, że to on i jego kompani pokonali komunę. Włodzimierz Czarzasty natomiast uważa, że nie pokonali a dogadali się z komuną. Janusz Korwin-Mikke podaje, że władza z własną agenturą nie musiała się dogadywać.

Jako sceptyk uważam, że sądy o początkach naszej wolności wypada weryfikować. Przyczynkiem do weryfikacji może być film z rozmów Wałęsy z Kiszczakiem w Magdalence zakrapianych wódeczką i toastami pełnymi wazeliny. Film dostępny w internecie, ukazuje gdzieś na końcu stołu Władysława Frasyniuka – w swetrze. Włodzimierza Czarzastego tam nie ma. Generała Jaruzelskiego także nie, bo zapewne jego niechęć do alkoholu, psułaby atmosferę zgody narodowej. W ogólnym „kochajmy się” prym wiedzie Adam Michnik, po którym widać entuzjazm dla generała Kiszczaka. Film powinno pokazywać się gimnazjalistom, aby od wczesnej młodości uczyli się tego, jak osiąga się kompromis dla dobra ojczyzny.

Nam dorosłym film z obalania komuny w Magdalence, nasuwać powinien prostą prawdę, że nie łatwo jest dostać się do historii by jako spiż stanąć na białym marmurze piedestału. Historia to narowista kobyła, jak pisał o niej Włodzimierz Majakowski, marzący po bolszewicku, aby ją ujeździć. Wierzga czasem zadem i niejednego cwaniaczka, który na jej grzbiecie chciał wskoczyć na pomnikowy cokół, zrzuciła. Zrzuciła też i TW Bolka a wraz z nim parę styropianowych mitów. Bo kobyła historii w żłobie zamiast siana, ma zapomniane przez kandydatów na bohaterów dokumenty i filmy. Żre je zapamiętale a potem wypluwa nieczuła na deklaracje uczynione onegdaj przy wódce.

Jako sceptyk nie wierzę w spontaniczne ruchy społeczne i nie wierzę w mądrość mas idących na barykady. Wierzę raczej w pranie mózgu, finansowanie agentury i w to, że komuś gniew ludu pasuje. Dostrzegam raczej, że jak opada rewolucyjny kurz przemian, okazuje się, że ktoś się uwłaszczył, że komuś poszerzyło się koryto, a inny ktoś może nadal robić to, co robił wcześniej. Że wystarczyło tylko dodać koronę do orzełka na tej samej czapce, aby stać się apostołem wolności.

Wolności nie zdobywa się heroicznym skokiem przez płot, ani bohaterskim piciem wódki z oberpolicmajstrem czy spaniem na styropianie. Wolność to prozaiczne czynności, konsekwentnie robione. To czytanie książek, szczególnie tych spoza narzuconego przez władzę kanonu lektur. Codzienne uczenie się niezależności od cudzych sądów. Podnoszenie odporności na medialną papkę narzucającą nam łatwe stereotypy. Nieustanna walka o własną podmiotowość. Upominanie się o swoje prawa: w urzędach, szpitalach, sądach, szkołach, pracy. Wolność, to także szacunek do własnego kraju. Nawet jak jest ułomny i opanowany przez szubrawców.

Niech fajerwerki z okazji kolejnej rocznicy odzyskania w 1989 roku wolności, oświetlą nam myśl, że Okrągły Stół był spektaklem, którego scenariusz i osadę głównych ról uzgodniono w Magdalence. Nam Polakom przypisano wtedy rolę widza. Może już czas, na zmianę scenariusza?

Dodaj komentarz