Felieton polityczny: Rosja

20:00

11 sierpnia 2017

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

Trwa debata o minima programowe w edukacji. Zgodnie z duchem demokracji liberalnej owe minima nie mogą być zbyt wysokie, bo istnieje zagrożenie, że młodzież będzie wiedzieć zbyt dużo. A to jak wiadomo znacznie szkodzi demokracji. Zbyt mądre społeczeństwo nie daje się tak łatwo namówić do ulicznych zadym w jej obronie.

Edukacyjny kłopot wynika i z tego, że zarówno historia Polski jak i polska literatura są zbyt bogate dla przeciętnego polskiego inteligenta ciętego z maturalnego metra. Trzeba wybierać.

I szkoda, że nikomu z zatroskanych edukacyjnym minimum, nie przychodzi do głowy, aby mówić o podniesieniu poprzeczki wymagań dla tych, którzy pragną być inteligentami. Zanim to podniesienie nastąpi opowiem o czymś czego nie obejmują minima. Chodzi o rzez Wilna w 1654 roku. Fakt mało znany, bo poza minimami.

Otóż podczas wojny polsko-rosyjskiej, w której stronę polską reprezentowały między innymi wojska Janusza Radziwiłła, armia rosyjska zdobyła 45 tysięczne Wilno. Rzeź mieszkańców, jaka wtedy nastąpiła trwała 3, a miasto płonęło przez 17 dni. Wojska rosyjskie i kozackie służące Rosji wymordowały ok 20 tysięcy mieszkańców miasta, głównie Polaków. Zniszczono wiele cennych budowli. Miasto kompletnie ograbiono ze wszystkiego co miało wartość.

Między wierszami pisze o tej wojnie na początku Potopu Henryk Sienkiewicz. Wszak ojciec Oleńki Herakliusz Billewicz umiera na wieść o stratach jakie poniosła jego chorągiew laudańska w bitwie z armią rosyjską pod Szkłowem. Wieść o tej wygranej, mimo laudańskich strat, bitwie przynosi Billewiczowi Michał Wołodyjowski, który musi pozostać w okolicy aby wyleczyć się z odniesionych ran. W bitwie Janusz Radziwiłł pokonał 10 krotnie liczniejszego przeciwnika.

W kontekście tych wydarzeń inaczej mają się dylematy Janusza Radziwiłła przedstawionego, na potrzeby carskiej cenzury przez Henryka Sienkiewicza, jako zdrajca. W istocie rzeczy ochronił Litwę, przed szwedzką grabieżą, mając barbarzyńską Rosję na karku, ale… mniejsza z tym.

Chodzi bowiem o tradycyjną rosyjską metodę traktowania Polaków, mającą jak widać długą tradycję. Przejawia się ona także rzezią Pragi w trakcie Insurekcji Kościuszkowskiej, kiedy Rosjanie wymordowali 20 tysięcy mieszkańców prawobrzeżnej Warszawy, objawia się w latach 30 XX wieku, kiedy bolszewicy dokonali na Polakach mieszkających na wschodnich kresach ludobójstwa szacowanego na co najmniej 200 tys. oraz podczas eksterminacji ludności polskiej na Białorusi, Litwie i Ukrainie w latach 40, ocenianej na ponad milion polskich ofiar.

Ta tradycja, ludobójstwa i strzałów w potylicę bezbronnym, maskowana uśmiechami tkwi w stosunku Rosji Putina do Polski. I to ona najwyraźniej przejawia się w celowym zbezczeszczeniu ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym ciała prezydenta. To nie powinno nas dziwić. Dziwić powinno jedynie to, że rząd polski to azjatyckie barbarzyństwo akceptował. Dziwi to, że politycy tworzący ów rząd uważają siebie za Europejczyków i pouczają nas o demokracji. A mogą to robić całkiem bezkarnie, bo istnieją pustoszące nasze umysły minima programowe.

Jedna myśl na temat “Felieton polityczny: Rosja”

Dodaj komentarz