Felieton polityczny: Trawnik

20:15

14 lipca 2017

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

Trawa ma to do siebie, że rośnie. Kilka centymetrów dziennie. W efekcie każdy miejski trawnik już po tygodniu bez koszenia, zamienia się w wiejską łąkę. No i powstaje oczywisty dylemat. Czy przywracać trawnik do miejskości czy pozwolić mu być wiejską łąką w mieście. Dylemat ma wymiar filozoficzny zważywszy na protesty ekologów i różnej maści grinpisów.

Na dobitkę, ten dosyć prosty dylemat w przypadku Zielonej Góry komplikuje się, bo miejskie trawniki w wymiarze filozoficznym konkurują z wieżą widokową na Wzgórzach Piastowskich i remontem Bohaterów Westerplatte. Wieża ma w nadziemskim wymiarze przywracać mieszczuchom leśną perspektywę i przypominać, że każdy przodek mieszkańca miasta kiedyś zszedł z drzewa. To dowód na to, że władza w mieście pragnie lansować wśród mieszkańców miłość do leśnego dziedzictwa ludzkości. Co prawda w ramach tej idei wytnie się parę hektarów lasu, ale czego to się nie robi dla słusznej idei. Idei miłości do przyrody.
Remont ulicy Bohaterów Westerplatte to zgoła przeciwny kierunek myślenia. Tu władza miejska trzyma się marksistowskiej idei niepowstrzymanego postępu i wizji pochodu ku świetlanej przyszłości. A jak wiadomo po dziurawym asfalcie kiepsko się maszeruje. Zauważmy jednak, że w tym historycznym marszu oddalamy się od idei lasu.

Miejskie trawniki zawieszone ideologicznie pomiędzy świetlaną przyszłością a sentymentem do neandertalskiego dziedzictwa rosną nie doznając regulacji kosiarką. Władza nie może się zdecydować. Kosić, aby Zielona Góra była bardziej miastem, czy nie kosić i przypominać mieszkańcom miasta, że zarówno oni jak i wybrany przez nich prezydent kocha wieś.

Ale żarty na bok. Trawnik jako prosty obiekt do zarządzania ukazuje, zdolność do zarządzania miastem jako obiektem większym. I nie chodzi tu o proste polecenie „kosić” albo „nie kosić”. Chodzi o dylemat filozoficzny miasto czy wieś. Na przykładzie trawnika widać, jak bardzo ten dylemat rozdziera serce włodarzy miasta. Jak bardzo nie mogą się zdecydować na to ku czemu ma zmierzać nasze miasto. Ku miastu czy ku wsi.

Zarządzanie to skomplikowany zbiór działań prowadzących do zamierzonego celu. Łatwo zatem zrozumieć, że miejska władza w kwestii określenia celów działania kręci się w kółko. No bo las, a może wieś, a może miasto. Koncepcja się zmienia wraz z możliwością skorzystania z unijnej lub budżetowej kasy. Można dostać kasę na wiochę, to łączymy się z gminą. Można zurbanizować wieś, budujemy chodniki, stawiamy latarnie i kładziemy asfalt. Jest do wzięcia kasa na kreatywność i innowacje, to jedziemy do Czech i przywozimy stamtąd pomysł na wieżę w lesie do oglądania lasu. Takie zarządzanie miastem metodą ruchów Browna lub w duchu procedury – budzę się rano i mam pomysła.

A żeby było śmieszniej, raz na jakiś czas, w decyzyjnym zawiedzeniu w kwestii trawnika, gdzieś pomiędzy niedorobionym miastem a wspomnieniem o wsi dzieciństwa, nasz ukochany prezydent wyrzuca z siebie nowoczesne myśli w sprawie zarządzania państwem. A co !?

Dodaj komentarz