Felieton polityczny: Landsberg an der Warthe

17:50

3 listopada 2017

Krzysztof Chmielnik

Publicysta

 

Głupota, to potoczna nazwa niewiedzy. Niewiedza w niektórych systemach religijnych uznawana jest za grzech. W naszej religii raczej uchodzi za dobrodziejstwo. Owo dobrodziejstwo nie przeszkadza zbytnio kiedy dotyka ludzi nie mających większego wpływu na rzeczywistość. Jeżeli jednak dobrodziejstwo głupoty dotyczy władzy, to sprawa się komplikuje.

Trwa dekomunizacja nazw ulic. W Zielonej Górze jakoś władza sobie poradziła z nazwami ulic Dworcowa, Owocowa i innych rosyjsko brzmiących. W Gorzowie po Walczaku, milicjancie, zabitym przez sowietów, przyszła pora na 30 stycznia. Nieczytatym przypominam, że 30 stycznia to dzień, w którym Armia Czerwona wkroczyła w 1945r do miasta. Niemcy uciekli, szczególnie wojskowi, policjanci i funkcjonariusze 1000-letniej III Rzeszy. Pozostali ci , którzy już nie załapali się za ostatnie pociągi, odjeżdżające w kierunku Kostrzyna.

Czytając niemieckie pamiętniki, tych, których żołnierze radzieccy wyzwalali, nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze słowo „wyzwalać”, wobec skali barbarzyństwa jakiego nowi władcy Landsbergu się dopuszczali, w ramach rosyjskiej tradycji wojennej, nie bardzo oddaje istotę rzeczy. Rozumiem zatem IPN, któremu logika wyzwalania Polski, przez Armię Czerwoną także wywołuje ambiwalentne skojarzenia. Dzieci powinny wiedzieć jak wyglądała naprawdę wojna w Gorzowie.

A z tego co wiadomo, rabunek i gwałty były wojenną normą. Gorzów od pierwszych dni władzy radzieckiej płonął. Zdziczałe bandy sowieckich wyzwolicieli przeszukiwały domy w poszukiwaniu kosztowności, wódki i przede wszystkim kobiet. A ponieważ nie działała elektryczność, rozświetlali sobie ciemne pokoje zwitkami gazet, które rzucali na podłogę. Od tych zwitków zapalały się domowe sprzęty i całe domy. Pamiętnik piekarza Klietmanna z nieistniejącej już dzisiaj ulicy Prieststrasse dokumentuje pożary w kolejnych domach przy Breietstrasse, Poststrasse i innych. Opisuje wizyty kolejnych ekip, po których znikają kolejne rzeczy.

Ponieważ nie działały wodociągi, miasto płonęło jeszcze w marcu, kiedy zaczęli się pojawiać pierwsi polscy cywile. Jednocześnie szaber przybrał wtedy charakter zorganizowany. Specjalne oddziały trofiejszczyków, rozbierały landsberskie fabryki, a sprawne maszyny ładowane na kolejowe wagony, ekspediowano gdzieś na wschód. Lista szkód jakie wywołało tak zwane wyzwolenie jest długa a suma strat sięgająca setek milionów dzisiejszych złotych.

Data 30 stycznia, to początek systematycznej grabieży Landsbergu. Grabieży jakiej obiektem były wszystkie miasta i obiekty przemysłowe Ziem Zachodnich. Zatem nie ma sensu maskowanie tego barbarzyństwa, kłamstwem o jakimś pojednaniu. Data 30 stycznia to data początku celowego niszczenia miasta przez Armię Czerwoną. Niszczenia, które miało z jednej strony zakryć skalę grabieży i mordu dokonanych na Niemcach, ale też rozmiaru zniszczeń przemysłu dokonanych w ramach sowieckiego planu na polskim już przecież mieniu.

Taki właśnie kontekst daty 30 stycznia, wart jest upamiętnienia. Pamiętanie o tym co się działo w Gorzowie po 30 stycznia 1945 roku, jest samo z siebie antykomunistyczne.   

5 myśli na temat “Felieton polityczny: Landsberg an der Warthe”

  1. Ale to Niemców gwałcili podpalali i ograbiali.
    Dopiero później nawieźli tu Polaków.

  2. Walczaka zabili dla butow taka byla nedza. Jakby stalin nie byl despotą to zolnierze by tak bardzo nie gwalcili bo bylaby za to czapa..mieli przyzwolenie.

    Wojska alianckie tez gwalcily. Tylko mniej zarazalo chorobami wenerycznymi. I chyba na mniejsza skale.

  3. Komunistom (srodowisku sld) dekomunizacja przeszkadza.

    W Gw byl opor tylko przeciw zmianie ulicy Walczaka.
    Innych nazw bronili komunisci.

    Do tego kretyni radni ponazywali ulice jakimis babami i ksiezmi. Przeciw woli mieszkancow.

  4. Pomnik na placu grunwaldzkim.
    Jakis stac musi.
    Gorzow nie byl „wyzwalany” przez aliantow.
    Dlatego dzwon pokoju rozwiazuje sprawe. I nie nalezy go zmieniac piszac historie na nowo po pisowsku.

  5. Nareszcie pierwszy rozsądny głos w sprawie. Czerwone władze miasta Gorzowa bredzą o jakimś pojednaniu. Kogo z kim? 30 stycznia Armia Czerwona wkroczyła do otwartego miasta. Rozpoczęły się rabunki i plądrowania, wyrzucania z mieszkań, masowe gwałty, pojedyncze rozstrzelania. W wyniku celowych i przypadkowych podpaleń uległo zniszczeniu śródmieście, oraz uległy zniszczeniu całe pierzeje uliczne. Co to ma wspólnego z pojednaniem? 28 lutego komendant wojskowy powołał niemiecką cywilną administrację złożoną niemieckich antynazistów z niemieckim burmistrzem na czele. Niemiecka administracja istniała 4 tygodnie i ze względu na ograniczone uprawnienia nie miała praktycznie żadnego wpływu na sytuację w mieście. Dopiero 28 marca oficjalnie rozpoczęła urzędowanie polska administracja.

Dodaj komentarz