Konrad Herrmann – portret księdza

15:31

28 stycznia 2011

Konrad Stanglewicz

dziennikarz   +48 68 4555 507

Konrad Herrmann – portret księdza

– Mój Bóg jest Bogiem miłości – mówi. Co by powiedział Bogu, gdyby stanął przed nim? – Miłosierdzia bym prosił. Chociaż służyłem mu przez całe życie, to wiele rzeczy zrobiłbym teraz inaczej, lepiej. Było sporo takich rzeczy, które się Bogu podobać nie mogą. – To człowiek z krwi i kości, żaden anioł postawiony na pomniku – mówi o nim znajomy. Po co potrzebni są księża? – Aby tak jak apostołowie głosili dobrą nowinę, ewangelię – odpowiada ks. Herrmann. – Nie ma to być ustawiczne utyskiwanie na ludzi, szkalowanie, zwracanie im uwagi. Trzeba mówić kim Bóg jest. Że On nas wszystkich kocha, ale przez siebie, przez swoją postawę pokazać – o ile to się da – kim Bóg naprawdę jest. Tak to widzę.

Ks. prałat Konrad Herrmann, człowiek nietuzinkowy, jest w Zielonej Górze bodaj najbardziej znanym duchownym. Nic dziwnego, bo kiedy w 1969 przejmował parafię Najświętszego Zbawiciela, obejmowała ona pół miasta. Herrmanna nie można było nie znać także dlatego, że jego zainteresowania i działalność zawsze daleko wykraczały poza kruchtę. Szeroko znana jest jego praca na rzecz osób ubogich, niepełnosprawnych i chorych, zwłaszcza w czasach stanu wojennego i później, oraz działalność kulturalna. Jego następca na probostwie w Zbawicielu ks. prałat Zbigniew Stekiel określa ks. Herrmanna „wysokiej klasy humanistą” i podziwia go za umiejętność nawiązywania żywego kontaktu z ludźmi najrozmaitszych poglądów i najrozmaitszego stanu. Potwierdzają to inni przyjaciele i znajomi ks. Konrada, a ma ich bez liku w kraju i za granicą. Podkreślają jego otwartość, prawość, szczerość, tolerancyjność. Jest popularny i lubiany, co niektórych duchownych mocno irytuje. – Kiedy wreszcie minie „epoka” Herrmanna!

 

fot. Krzysztof Filmanowicz
fot. Krzysztof Filmanowicz

 

Jego rodzinne strony to powiat złotowski. Urodził się 19 lipca 1929 r. Dzieciństwo spędził w Zakrzewie. W okresie międzywojennym część tych ziem należała do Rzeszy Niemieckiej. – Moja mama należała do Związku Polaków w Niemczech, a ja chodziłem do polskiej szkoły – wspomina. Wojna 1939 r. zastała go w polskim gimnazjum w Kwidzynie. – Już 25 sierpnia Niemcy zlikwidowali nasze gimnazjum i wywieźli do obozu w Tapiau blisko Królewca. Po kilku tygodniach młodszych, w tym mnie, wyekspediowano do domu, a starszych i profesorów do obozu. Z powodu dziecięcych doświadczeń miał prawo czuć uraz do Niemców. Nic podobnego, od lat ma tam wielu przyjaciół. Odpowiada: – Będę rozmawiał z każdym, liczy się człowiek, a nie jego narodowość.

 

fot. Krzysztof Filmanowicz
fot. Krzysztof Filmanowicz

 

Po wojnie maturę zdał w Złotowie. Pobożność wyniósł z domu, zawdzięcza ją matce, ale nie była to pobożność dewocyjna. Gorzowskie seminarium (później przeniesione do Pradyża), do którego wstąpił w 1950 r. bez nacisków czy sugestii rodzinnych, ukształtowało go pod względem osobowościowym, intelektualnym i duchowym.  – Warunki życia kleryków były wówczas surowe. Profesorami byli księża ze Zgromadzenia Misjonarzy św. Wincentego à Paulo, zacni i wykształceni ludzie. Rektor ks. Gerard Domogała był zasadniczy, nikogo nie traktował ulgowo, ale miał dobre serce. Klerycy bawili się w teatr. – Pamiętam, że grałem w „Rewizorze” Gogola.

Święcenia kapłańskie otrzymał w 1955 r. w katedrze gorzowskiej. Potem przez dwa lata był wikariuszem w parafii Zbawiciela w Szczecinie. W 1957 r. bp. Teodor Bensch skierował go na studia do Rzymu. Ponieważ jednak władze PRL-owskie odmówiły paszportu, podjął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Tam poznał i zaprzyjaźnił się ze studentem ks. Adamem Dyczkowskim. – To był nasz „uśmiech KUL-u” – dziś mówi o obecnym biskupie seniorze. W 1962 r. otrzymał magisterium z etyki. W międzyczasie ukończył zaocznie germanistykę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Proboszczem parafii pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze był w latach 1969 -1996. W tym czasie rozbudował plebanię: 6 pokoi dla sióstr i 8 dla wikarych. Powstał piętrowy dom katechetyczny w podwórzu plebanijnym. Przeprowadził gruntowny remont parafialnego kościoła, wybudował kościół dolny z dwiema kaplicami: akademicką i eucharystyczną. W lutym 1981 r. odbył się pierwszy w powojennej historii świątyni koncert symfoniczny, który dał początek całej serii koncertów orkiestr i chórów krajowych i zagranicznych.

Utworzył trzy parafie wydzielone z parafii Zbawiciela: Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny w Chynowie, Św. Brata Alberta, Miłosierdzia Bożego na os. Pomorskim.

Kapelan środowisk AK-owskich, sybirackich, bukowińskich, byłych więźniów politycznych. Honorowy Obywatel Zielonej Góry (1994), działacz Towarzystwa Walki z Kalectwem, laureat medalu „Twórcy Polskiej Rehabilitacji”. Ma całą szufladę medali i odznaczeń, wśród nich Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.
* * * *

 

Konrad z matką
3 – letni Konrad z matką Martą Herrmann z d. Kaaz

 

 

 

Portret ojca Ignacego Herrmanna w mundurze wojskowym.
Portret ojca Ignacego Herrmanna w mundurze wojskowym.

 

* * *

2 myśli na temat “Konrad Herrmann – portret księdza”

  1. Zygmunt K.(Siggi) pisze:
    29 stycznia 2011 o 19:19 Z przyjemnością wysłuchałem rozmowy z ks.Konradem Herrmannem.Jego ciepły głos,piękna polszczyzna(Jego pierwszy język nie był polskim),życzliwość innym bez względu na cokolwiek,głębia ducha,poziom intelektu sprawia,że postać księdza ma rangę INSTYTUCJI rozpoznawalnej nie tylko w Zielonej Górze.Wielka kultura osobista,takt, niezwykła wrażliwość estetyczna,poczucie humoru ks.Konrada powoduje,że być w Jego towarzystwie,rozmawiać to uczta dla ducha ,terapia dla skołatanych.O tej audycji wcześniej powiadomiłem bardzo wielu moich znajomych nawet w Australii,USA,NRF,Anglii, aby chcieli w sieci posłuchać tej bardzo ciekawej audycji. ZACHÓD dobrze by zrobił,gdyby stworzył jakiś cykl rozmów o etyce i wykorzystał do tego wiedzę i doświadczenie życiowe ks.Konrada,któremu w lipcu minie 82lata bogatego duchowo życia.Wcale to nie musi być cykl o charakterze religijnym a właśnie o etyce ? jacy jesteśmy w ogóle.Łatwo mi się opisuje te wrażenia o audycji -jestem agnostykiem i nie mam żadnych związków z życiem religijnym jakiegokolwiek wyznania.Z tym większym przekonaniem manifestuję swój szacunek i uznanie ks.Konradowi,któremu życzę dużo zdrowia,pomyślności,szczęścia osobistego a przede wszyskim wielu ponad 100lat życia. Zygmunt.

  2. Nie byłam parafianką księdza,ale znam go ze spotkań w Tow.Miłośników Wilna.Spotkania z Nim wspominam z przyjemnością.Życzę Mu zdrowia
    i wszystkiego co najlepsze.

Możliwość komentowania jest wyłączona.