°C

Steinmeier

Felieton polityczny

Właśnie niedawno zakończyła się w Warszawie wizyta prezydenta Niemiec. Na tle pozłacanych stiuków i narodowych flag prezydent Polski i Niemiec wymieniali się uśmiechami. Przemówienia wypełniały jakieś miłe i gładkie słowa, aby pokazać mediom, że wszystko jest ok. Jednak mimo zaklęć usłużnych propagandzistów sukcesu tej wizyty, nie da się ukryć, że trudno z oficjalnych komunikatów wydedukować o co w tym cyrku chodzi.

Więcej do sprawy wnoszą doniesienia o tym co piszą o tej wizycie niemieckie media w Niemczech. A tam można się doczytać, że prezydent niemiecki przyjechał do Polski postawić naszego prezydenta i rząd do pionu. Oczywiście w duchu nieskazitelnej niemieckiej kultury. O przepraszam, nie niemieckiej, bo nacjonalizm w Niemczech jest pase. Chodzi oczywiście o kulturę europejską. Czyli tę lepszą.

Jak donosi Suddeutsche Zeitung, prezydent Niemiec przypomniał matołkom znad Wisły, że Nord Stream 2, to przedsięwzięcie prywatne. Delikatnie podobno napomknął także o tym, że Polska musi poprawić się w demokracji i praworządności, wspominając przy okazji subtelnie, że w grę mogą wchodzić duże pieniądze z nowego unijnego budżetu. Niemieccy komentatorzy z uznaniem odnotowali, że nowy polski rząd lepiej rozumie niemieckie racje i aktualne realia, i nie stawia na ostrzu noża takich spraw jak choćby reparacje wojenne. Niemieckich speców od Polski cieszy, że prezydent Andrzej Duda, stanowić może przeciwwagę dla rządu w wielu spornych kwestiach.

Szkoda, że można o tym przeczytać jedynie w internecie, a media w Polsce, nawet te rzekomo narodowe milczą w kwestii tej niemieckiej bezczelności, zbyte standardową formułą o niemieckich winach i cudzie porozumienia, mimo trudnej historii. Szkoda, że zapominamy o dziedzictwie Goebelsa i niemieckiej umiejętności mówienia jednego i robienia drugiego. Pan prezydent Niemiec publicznie bije się w piersi, a przy kawce face to face, kiedy znikają mikrofony i kamery, sztorcuje prezydenta Dudę, aby broń Boże nie myślał o domaganiu się od Niemiec czegokolwiek.

Z tych wszystkich powodów, dostrzegam w wizycie prezydenta Steinmeiera w Polsce coś co przypomina mi gospodarskie wizyty pierwszego sekretarza PZPR we wzorcowym pegeerze. Widzę drażniącą butę w traktowaniu kierownictwa mojego państwa. Pobłażliwe pouczanie, łagodne acz stanowcze przypominanie pryncypiów i nakierowywanie na jedynie słuszną drogę ku świetlanej przyszłości pod niemieckim przewodem.

Ta niemiecka bezczelność na najwyższym szczeblu ani mnie złości, ani zaskakuje. Jako patologiczny Poznaniak, wiem, że Niemcy nie są narodem geniuszy. Z książek zaś dowiedziałem się, że bez amerykańskiego wsparcia i gigantycznej grabieży jakiej dokonali także na naszym kraju, dzisiaj byliby sielskim rolniczym krajem. A ponieważ na amerykańskie, ani na żadne inne, wsparcie liczyć nie możemy, musimy się wziąć do roboty i … zbudować swój Centralny Port Komunikacyjny, bo ten pod Berlinem, który miał być ukończony 7 lat temu, wg samych Niemców, nie ma szans na ukończenie w przewidywalnej przyszłości.

Przypominamy, że użytkowników serwisu obowiązują zasady netykiety. W sprawach spornych rozgłośnia może przekazać dane identyfikacyjne tj. adresy e-mail czy IP, uprawnionym organom.