°C

Lektury

Felieton polityczny

Czytanie książek jest trudne. Ale nie chcę tym zdaniem rozpoczynać felietonu o fatalnej statystyce czytelnictwa w Polsce i na świecie. Chcę subiektywnie uzasadnić, dlaczego czytanie mi osobiście sprawia problemy. A jest ich kilka.

Po pierwsze czytanie niszczy wzrok i po latach trzeba nosić okulary. Bez nich czytanie bywa niekiedy bardzo trudne, a nawet nie zawsze możliwe.

Po drugie czytanie odciąga od życiowej bieżączki. Powoduje aspołeczną alienację od domowych powinności i wymagań. A przecież sprzątanie, gotowanie, mycie okien i pranie, nie mogą wszak czekać w nieskończoność. Z punktu widzenia ładu rodzinnego i harmonii ogniska domowego, czytanie jest zatem szkodliwe.

Po trzecie wreszcie czytanie podnosi czytającemu kulturę i wzbogaca słownictwo. Czasem uruchamia subtelne procesy psychologiczne objawiające się nadmiarem emocji i niezdrowych oczekiwań w życiu towarzyskim. Po przeczytaniu zbyt wielu książek, otoczenie przestaje spełniać wcześniejszy standard towarzyskich potrzeb. Nadmiernie oczytany traci partnerów do rozmowy, o tym co w książkach wyczytał. Znajomi czytający mniej coraz mniej czytającego więcej rozumieją.

Po czwarte czytanie wzbogaca wiedzę. To zaś grozi katastrofą w pracy. Może się bowiem okazać, że zwierzchnik przeczytał mniej fachowej literatury i cała misterna hierarchia w firmie wali się w drebiezgi, bo podwładny mądrzejszy od zwierzchnika. A już nie daj Boże, kiedy to jest właściciel firmy. Powie się o jedną mądre zdanie za dużo i won z roboty.

Po piąte czytanie wywołuje mętlik w głowie. Taki co nie sięga po książkę ma życiu spokój. Robi to co każą. W domu i zagrodzie. Jak czegoś nie wie, włącza telewizor i tam mu wszystko czarno na biały wyłuszczą, co i jak. I nigdy nie ma najmniejszych wątpliwości, jakie miejsce zająć w szeregu. Taki co czyta ma problem, bo myśli samodzielnie, no i oczywiście podpada. Wszystkim.

Wreszcie po szóste. Kiedy przekroczy się pewną pulę lektur, okazuje się, że w różnych książkach, na ten sam temat piszą różne rzeczy. Jedni dla przykładu piszą, że Piłsudskiemu zawdzięczamy niepodległość, a drudzy piszą, że Ziut był straszny bałamut, wiarołomca i niemiecki agent, który wtedy kiedy Tuchaczewski z bolszewicką dziczą był o rzut beretem od Warszawy, zrzekł się naczelnego dowództwa i zwiał do konkubiny pod Nowy Sącz. No i co prawdą, a co nieprawdą jest. Istna zagwozdka.

Te wszystkie powody ułożone są w hierarchię. Niczym przeszkody o rosnącej wysokości sprawiają, że na szóstą szkodliwość czytania narzekają jedynie pojedyncze odporne na społeczną tresurę osobniki. Wielu poprzestaje na pierwszej i dla oszczędzania wzroku, nie czytają niczego, poza nominałami na banknotach i etykietkami w sklepie.

Ze swej strony, uczciwie ostrzegam o wyżej wymienionych szkodliwościach, ale szczerze namawiam do czytelnictwa w myśl zasady im więcej tym lepiej. Bo to doprawdy wielka radość, kiedy można wydać własny sąd o Piłsudskim i wiedzieć na pewno, że był to wielki… szkodnik. i wiedzieć na pewno, że był to wielki… szkodnik.

Przypominamy, że użytkowników serwisu obowiązują zasady netykiety. W sprawach spornych rozgłośnia może przekazać dane identyfikacyjne tj. adresy e-mail czy IP, uprawnionym organom.