°C

Jazz

Felieton polityczny

Co jakiś czas, ktoś z grona tak zwanych elit kulturalnych zabiera się za krytykę rządu. Korzystając z popularności jako artysta, przybiera pozę trybuna ludowego i nawołuje do krucjaty przeciwko obecnej władzy. Biorąc, niejako na świadka, swoje przeszłe osiągnięcia, zakłada buty publicystyczne i wygłasza polityczne opinie. I co ciekawe, przygarniany jest przez w szeregi sfrustrowanych, zbuntowanych, gotowych do wywołania ulicznych zamieszek, polityków opozycji.

Przyczynkiem do myślenia o tak zwanych elitach kulturalnych może być agenturalna historia matki Rafała Trzaskowskiego, która będąc żoną wybitnego muzyka jazzowego, równocześnie była w środowisku męża ubecką wtyczką. Owa pani oczywiście zastrzega się, że nie donosiła na męża i jego kolegów, ale jedynie na zagranicznych dyplomatów, którzy się się w jazzowym środowisku kręcili.

I tu stawiam hipotezę, że komuniści kreowali środowiska artystyczne i ich liderów, aby wykorzystywać je i ich do celów agenturalnych. Być może całe środowisko jazzowe, uchodzące wówczas za antysocjalistyczne i prozachodnie, było platformą do działań wywiadowczych. Niby antysocjalistyczni, ale służący reżimowi. Oficjalnie wolni, a praktycznie działający pod kontrolą.

Rozciągając przypadek środowiska jazzowego na inne środowiska, także artystyczne, należy rozważyć, czy rzekoma opozycyjność rozmaitych środowisk, nie była limitowana i kontrolowana. A środowisko, któremu przydano etykietkę opozycyjnego, elitarnego, kontrowersyjnego, intelektualnego i jak tam potrzeba, służyło komunistycznej władzy. Wspierano te środowiska w rozmaity sposób. Najczęściej ukryty i pośredni, jednocześnie utrwalając mit opozycyjności.

Dla przykładu – festiwal w Jarocinie, nie odbywał się w politycznej próżni. A pewien rockmen, mający się dzisiaj za walczącego z komuną, w czasach komuny koncertował, reżim wydawał jego płyty w jedynym wówczas wydawnictwie, puszczano nawet w komuszym radiu jego utwory, w końcu znalazł przytulisko w zakładowym domu kultury wielkiego komunistycznego zakładu pracy. Bez tej dyskretnej opieki, mógłby co najwyżej w owym wielki zakładzie pracy być magazynierem.

Uprawnione wydaje się więc przypuszczenie, że wielu dzisiejszych tak zwanych opozycjonistów, wraz z całymi środowiskami, zostało wyhodowanych przez komunistyczne służby specjalne jako tak zwani agenci wpływu. Tylko po to, aby na kolejnym etapie komunistycznej mimikry, wyszli na czoło pochodu postępu i prowadzili społeczeństwo ku lepszej wersji komunizmu. Wystarczy powołać się na takich komunistów, jak Mazowiecki, późniejszy premier, Balcerowicz, późniejszy minister finansów, że o Michniku i Kuroniu i ich tatusiach nie wspomnę.

Przypadek matki Rafała Trzaskowskiego uzmysławia, że te dosyć prymitywne esbeckie układanki, okazują się bardzo skuteczne w działaniu. Archiwa IPN dowodzą, że tak tworzono w Polsce postkomunistyczne środowisko polityczne, z rzekomo opozycyjnymi liderami mającymi przecież komunistyczne zasługi. Ale być może, tak tworzono dziś opozycyjne do rządu, środowiska prawnicze, naukowe, kulturalne.

To tylko hipoteza, ale warto ją weryfikować, słuchając kolejnego obrońcy demokracji.

Przypominamy, że użytkowników serwisu obowiązują zasady netykiety. W sprawach spornych rozgłośnia może przekazać dane identyfikacyjne tj. adresy e-mail czy IP, uprawnionym organom.