°C

Cukierki

Felieton polityczny

Zacznijmy od stwierdzenia, że ekonomia nie jest nauką. I choć próbuje się zasłaniać naukową aparaturą i słownictwem, jest jedynie zbiorem mało uzasadnionych doktryn. Jako metoda przewidywania przyszłości jest tyle warta co numerologia i astrologia. Dowodem na słuszność tego co mówię, są wieszczenia guru polskiej ekonomii, profesora Leszka Balcerowicza. Czym innym rzecz jasna jest inżynieria finansowa, czyli sterowanie gospodarką za pomocą drukowania pieniądza, podatków, przepisów. To sposoby tak oczywiste, jak tłuczenie schabu, aby sporządzić z niego kotlet.

Drukowanie pieniędzy jako metoda pobudzania rynku ma swoje zalety i ma oczywiste wady. To tak jakby dać uczniowi cukierek dla zachęty, aby był bardziej pilny. Nie jako nagrodę za sukces, ale aby skłonić do wysiłku. Oczywiście owa przedpłata za przyszły wysiłek, musi tym wysiłkiem być zrekompensowana. Inaczej mamy inflację zachęty. A cukierki stają się oczywistym socjalem, czymś, co się dostaje zarówno za lenistwo jak i pracowitość.

W gospodarce większa ilość pieniędzy na rynku, prowokuje do większej konsumpcji a ta prowadzi do większej produkcji. Pod warunkiem, że istnieją wolne moce produkcyjne w gospodarce pobudzonej drukowaniem pieniędzy. To proste jak budowa cepa.

Jeżeli jednak uczeń może otrzymać cukierka, nie z powodu własnego wysiłku, ale tego jak uczy się cała klasa, to zarówno jego starania się o bycie lepszym jak i lenistwo nie mają stosownej cukierkowej rekompensaty. Albo zatem nie dostaje cukierka, mimo że się stara, albo dostaje cukierek, mimo że się nie stara. Cukierek przestaje działać pobudzająco.

Wspólna waluta euro działa według tych samych zasad. Oddziałując na całość gospodarki strefy euro, wspólna waluta działa generalnie destrukcyjnie na poszczególne krajowe gospodarki tej strefy. Staje się narzędziem fiskalnym bez funkcji motywującej gospodarkę do większej wydajności i jakości. Nie trzeba być ekonomistą, i nie trzeba stosować, jakiś tajemniczych wyliczeń. W systemie wspólnej waluty, jej dodruk sprawia, że jeden kraj ma jej za dużo, co działa demotywująco, inny kraj zaś ma jej za mało, co obniża motywację. W przypadku strefy euro, można co najwyżej dogodzić w sensie motywującym gospodarczo tak naprawdę jednemu krajowi. Temu najsilniejszemu. A tym krajem są Niemcy.

Dodrukowanie zatem paru miliardów euro przez bank we Frankfurcie, będzie się zawsze odbywało tak, aby dobrze zrobiło to gospodarce niemieckiej. Bo ta jest najsilniejsza a zatem w skali europejskiej najważniejsza. W krajach relatywnie słabszych gospodarczo od walutowego hegemona, sprawność wykorzystania nadwyżki walutowej przez krajową gospodarkę jest niższa, zatem nadmiar podaży waluty, zaspokajany jest przez import produktów z krajów o gospodarce silniejszej, która dostając dodatkowe cukierki, poprawia produkcyjne wyniki. To abecadło.

Ci którzy nie odrobili lekcji z logiki, tak jak Litwa, Słowacja, Grecja, Włochy, Hiszpania będą stopniowo podbijani gospodarczo przez gospodarkę niemiecką. Lepiej zatem mieć własne cukierki.

Przypominamy, że użytkowników serwisu obowiązują zasady netykiety. W sprawach spornych rozgłośnia może przekazać dane identyfikacyjne tj. adresy e-mail czy IP, uprawnionym organom.