Witold Andrzejewski – portret księdza i aktora

W.Andrzejewski

Niski, tubalny głos i ogromne poczucie humoru. Romantyk z trzeźwym umysłem. Ironiczny, z dystansem do siebie i innych. Niezawodny w sytuacjach trudnych; służy pomocą, ratuje z opresji. Wierzący głęboko, że Bóg powołał go do stanu kapłańskiego.


Ksiądz prałat Witold Andrzejewski imię nosi po ojcu, którego nigdy nie widział. Urodził się w Kownie w kwietniu 1940 roku, w miesiącu, w którym jego ojciec zginął w Katyniu. – Całe życie tęskniłem za ojcem, tęskniłem jak opętaniec. Marzyłem, że wraca, zjawia się nie wiadomo skąd.

Rodzina była patriotyczna i religijna. To właśnie przez tę wielką miłość do ojczyzny Andrzejewscy musieli uciekać z Wileńszczyzny. Najpierw na kilka miesięcy zatrzymali się w Lublinie, potem  zamieszkali we Wrocławiu, skąd wyrzucono ich za patriotyczną przeszłość. Przenieśli się do Łodzi. Tutaj Witold Andrzejewski ukończył szkołę podstawową i średnią, by następnie zdać egzamin do słynnej „filmówki” na wydział aktorski. Był na roku m. in. z Janem Nowickim. Obaj nie ukończyli studiów w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej i Filmowej. – Podziękowano nam, bo byliśmy za zdolni – śmieje się Witold Andrzejewski. Egzamin aktorski zdawał eksternistycznie w Warszawie.

 

 

W.Andrzejewski - aktor

W.Andrzejewski - aktor

 

 

W gorzowskim Teatrze im. Juliusza Osterwy podpisał angaż na rok i jak sam mówi ten rok trwa już ponad czterdzieści lat. Grywał różne role: amantów, lokajów, ale także chłopca od gnoju.- Ciekawie zrobiło się wtedy, gdy rozpoczęła tu pracę słynna artystyczna para Irena i Tadeusz Byrscy – mówi ks. Andrzejewski. Wielki wpływ na jego rozwój twórczy miała współpraca ze Zbigniewem Herbertem, który w tamtym czasie był kierownikiem literackim teatru.

Jego aktorskie życie zmieniło się w 1965 roku, kiedy to usłyszał głos Boga „Chodź ze mną”. – Przez pół roku kłóciłem się z Panem Bogiem, że nie nadaję się na kapłana. Mama nie była zachwycona, gdy powiedziałem jej o tym, że wstępuję do seminarium. Marzyła o wnukach, a w ten sposób jej plany bycia babcią licznej gromadki wnucząt legły w gruzach.

 

 

ksiądz Witold Andrzejewski w kościele

ksiądz Witold Andrzejewski w kościele

 

 

18 czerwca 1972 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa gorzowskiego Wilhelma Pluty, obecnie Sługi Bożego. Przez siedem lat był wikariuszem w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP, organizując jednocześnie duszpasterstwo akademickie. Następnie również przez siedem lat był wikariuszem w parafii katedralnej, później krótko proboszczem parafii na peryferiach przy ulicy Strażackiej, a od kilkunastu lat jest proboszczem parafii pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny.

Ks. Witold Andrzejewski ma w swoim życiorysie kilkuletni epizod pracy w katolickim Radiu Gorzów, gdzie prowadził audycję pod tytułem „Modlitwa na Anioł Pański”. – To mój guru, ma wielkie poczucie humoru, ale też znakomicie sprawdza się w sytuacjach trudnych, działa jak balsam – mówi o ks. Witoldzie proboszcz parafii katedralnej ks. Zbigniew Samociak.

Nie ma chyba w Gorzowie człowieka, który by nie znał ks. Witolda Andrzejewskiego. Znany jest jako ceniony rekolekcjonista. Jeździ po Polsce, w odległe zakątki, by nauczać. Zjednuje sobie słuchaczy ciekawymi przemyśleniami, wiedzą, patriotyzmem. Olbrzymie wrażenie na słuchaczach robi jego niski, tubalny głos, a także umiejętność wplatania do wypowiedzi cytatów z literatury polskiej, które jako były aktor wspaniale interpretuje.

Pomimo tego, że w Teatrze występował tylko przez 6 lat, czuje się spełniony jako aktor; jest bardzo związany ze środowiskiem artystycznym Gorzowa, ma także przyjaciół – twórców w całym kraju. – Jako kapłan mam jeszcze dużo do zrobienia, trzeba pomóc wielu osobom – dodaje. Wszyscy, którzy go znają, podkreślają jego poczucie humoru, a także to, że jest niezawodny w sytuacjach trudnych, służy pomocą, ratuje z opresji. Ksiądz prałat Witold Andrzejewski jest kapelanem policjantów, żołnierzy Armii Krajowej, sybiraków, troszczy się o artystów.

Oto reportaż Izabeli Patek.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

 

Komentarze: 6

  1. Teatroman pisze:

    Wspaniała postać-ksiądz Witold Andrzejewski, szkoda,że chyba zbyt mało znana w Polsce.Może warto było by księdza częściej prezentować poprzez artykuły , reportaże w ogólnopolskich mediach.Wyjątkowy kapłan- jestem dumny, że mam tak wyjątkowego kapłana w Gorzowie.

  2. mar pisze:

    …autorytet

  3. Anna pisze:

    1. Właśnie wczoraj w nocy wróciłam z 74 Ogólnopolskiej Pielgrzymki Nauczycieli i Wychowawców na Jasną Górę, gdzie “bije serce Polski”. SERCE jako siedlisko uczuć, duszy. Jeździmy tam od lat bo, jak mówią moi przyjaciele-nauczyciela, nigdy i nigdzie nie słyszą tylu pięknych, mądrych i inspirujących słów o nauczycielskim powołaniu. Ks. Witold Andrzejewski był główną postacią Jasnogórskich spotkań biblijnych ze Św. Janem -“MIŁOŚĆ tworzy wspólnotę” i przepięknie interpretował teksty o miłości właśnie. Modlitwę Arcykapłana w Jego interpretacji, wykonaniu odebrałam sercem. Miałam wrażenie, że Jego ustami sam BÓG do mnie przemawia było w niej tyle żaru i niezwyklej MOCY. Te słowa miały MOC przemiany serc. To wielka łaska spotkać w swoim życiu takiego Kapłana. Ja spotkałam ich wielu i moja wdzięczność Bogu jest ogromna.
    Proszę o skasowanie poprzedniego tekstu gdyz sa w nim błędy. DZIEKUJĘ :-)

  4. phi pisze:

    Jaki on tam wspanialy nie chce dac chrztu dziecku bo jego ciocia przeprowadzila sie od swojej mamy.Bezczelny liczy tylko na kase.dziwne ze innym dal nawet bez bierzmowania ochrzcic dziecko bo mu dobrze zaplacili!!! skandal

  5. michał z koła pisze:

    1981 grudzień pamiętam, przyjechaliśmy odwiedzić księdza, przywieźliśmy zdjęcia z pielgrzymki warszawskiej,dziękuję za pomoc, wsparcie, otuchę i odwagę, lekcje patriotyzmu na najwyższym poziomie, za narażanie życia
    za ratowanie studentów, za Mszę Świętą rano w katedrze w pierwszą
    niedzielę po rozpoczęciu stanu wojennego, Ty się nie przestraszyłeś,
    choć w nocy dwukrotnie przyszli Cię aresztować. Mijali Ciebie na podwórzu
    i nie zauważyli jak Pan Jezus Cię osłonił, przeszli obok , nie zauważyli ,że to TY. T
    To były lekcje dla nas nowe,MODLITWA – POSZUKIWANIE PRAWDY- ŻYCIE pamiętam, byłem twoim uczniem na obozie w Bieszczadach po pielgrzymce sierpniowej. Miałem wtedy 22 lat, dziś mam 52.
    Miło jest przypomnieć i pozdrowić księdza i wszystkich uczestników tych wydarzeń
    w tym trudnym okresie ciężkich zmian i zadanych nam ran. PRZEŻYJEMY WSZYSTKO Z WIARĄ I NADZIEJĄ W MODLITWIE.

  6. Anonim pisze:

    chcialbym zeby przyjechał do Ryk woj. lubelskie na rekolekcje

Dodaj komentarz

  • Kalendarz